„Crossing the Rubicon” Sabatonu to singiel, który nie potrzebuje wielkich słów, żeby zrobić robotę. Włączyłam go z ciekawości i natychmiast wiedziałam, że to jest dokładnie ten Sabaton, którego chcę słuchać — konkretny, ciężki, precyzyjny. Utwór trzyma tempo, nie rozprasza, nie kombinuje. Jest w punkt. I właśnie to lubię najbardziej.
Do tego dostaliśmy świeży teledysk, który idealnie podbija klimat numeru. Zespół wypuścił go jako część promocji albumu Legends, a premiera odbyła się 4 grudnia na O2 Arenie w Londynie. Pär Sundström dorzucił informację, że zdjęcia powstały we Włoszech, w historycznej scenerii — i faktycznie, to widać. Bez przesady, bez fajerwerków, ale z wyczuciem.
Sabaton wrzucił też do radia specjalną wersję „Crossing the Rubicon”, nagraną z Jonny’m Hawkinsem i Markiem Vollelunga z Nothing More. Efekt? Numer wylądował na #17 Billboard Mainstream Rock Airplay i #18 Mediabase Active Rock. Dobry wynik, ale to albumowa wersja zostaje ze mną najbardziej.
I teraz pewna szczerość: do koncertu w Krakowie Sabaton lubiłam po prostu. Po krakowskim show sytuacja zmieniła się natychmiast — wyszłam z hali z poczuciem, że chcę w tej muzyce siedzieć głębiej. Dlatego ten singiel trafia do mnie inaczej niż wcześniejsze. Bardziej świadomie, z większą uważnością.
Sopot w przyszłym roku? Nie dopisuję go ołówkiem. Jest na stałe. Po Krakowie wiem, że Sabaton na żywo robi różnicę — i chcę w tym uczestniczyć ponownie.




















































