Muzyka w kadrze. Mój wernisaż w Łaskim Domu Kultury
Wernisaż to dziwna sytuacja. Wiesz, że to twoje zdjęcia wiszą na ścianach, ale bardzo szybko przestaje to być o tobie. Tak było 20 lutego w Łaskim Domu Kultury. O 19:00 Galeria z Fortepianem nagle się zapełniła i zaczęła żyć swoim tempem.

Wystawa nazywa się „Muzyka w kadrze. Emocje zatrzymane w czasie”. Są tam momenty z koncertów, które trwają chwilę i znikają. Twarze w świetle sceny, ręce, zamknięte oczy, pauza między dźwiękami. Fotografuję koncerty od lat i zawsze wracam do tego samego wniosku: to, co najważniejsze, rzadko jest „ładne”. Jest prawdziwe. I takie zdjęcia wiszą teraz w ŁDK.
Sam wieczór był bardzo normalny. Bez oficjalnych formułek. Była rozmowa ze mną, którą poprowadził Mateusz Kredens z Misji Muzyka. O zdjęciach, koncertach i o tym, czemu dla mnie to wszystko nie kończy się na zrobieniu kadru. Potem była muzyka. I to był dokładnie ten moment, kiedy wszystko się poukładało. Mini koncert Jaśminu (Karolina Sienkiewicz i Agata Gałach) idealnie pasował do tych zdjęć. Bez sceny, bez dystansu, bardzo blisko. Cicho tam, gdzie trzeba i dokładnie w punkt. To było granie pod emocje, nie pod efekt.

Jaśmin zagrał „Afrodytę”, „Miętowego Kota” i „Gwiazdę”. Tak, dokładnie te numery. Dla mnie zestaw absolutnie osobisty, więc nie będę udawać, że przeszło to obok mnie obojętnie. W pewnym momencie nawet zdarzył się mikro moment, w którym śpiewałam do mikrofonu. Na szczęście krótki…
Obecność Karoliny Lizer domknęła ten fragment wieczoru bardzo naturalnie za co jestem ogromie wdzięczna.
Ten wernisaż nie wydarzył się sam. Michał Jędrasik jest tym „winowajcą”, który ten pomysł w ogóle odpalił. To on pchnął mnie w stronę tej wystawy wtedy, gdy jeszcze się wahałam. Bez niego tego wieczoru by po prostu nie było. Natalia Szwarczewska biegała z aparatem od początku do końca. Łapała ludzi, momenty i to wszystko, co dzieje się pomiędzy. I była do samego końca, co wcale nie jest takie oczywiste. Magdalena Binkowska ogarniała rzeczy, których nikt nie zauważa, dopóki wszystko działa. Obrusy, catering, zaplecze. Cała ta niewidoczna robota. Cyprian Madej odpowiadał za realizację. Technicznie wszystko było dopięte i dzięki temu nikt nie musiał się zastanawiać, czemu coś nie działa.
Najbardziej zapamiętam jednak ludzi. Tych, którzy przyszli z ciekawości. Tych, którzy przyszli specjalnie. I tych, którzy stali przy zdjęciach dłużej niż chwilę. Nie pytali, kogo fotografuję. Po prostu patrzyli. Czasem w ciszy. Czasem z uśmiechem.

Dziękuję wszystkim, którzy przyszli. Znajomym, nieznajomym, ludziom z koncertów, rodzinie i przyjaciołom. Za obecność, rozmowy i to, że naprawdę chcieliście tam być. Dla mnie to było ważne i długo to ze mną zostanie.
Dziękuję też patronom medialnym: Case Studio, Misji Muzyka, Strefie Music Art i Strefie Mocnych Dźwięków. Dzięki Wam ta wystawa poszła dalej niż jedna sala.
I jeszcze jedno! Mateusz Kredens był Aniołem Stróżem tego wieczoru. Czuwał, spinał, uspokajał i był dokładnie tam, gdzie akurat trzeba było być. Poprowadził rozmowę tak, że wszystko płynęło bez nerwów i bez sztywności. To ten rodzaj wsparcia, który naprawdę robi różnicę. Za to dziękuję najbardziej.
Na koniec dziękuję NexaPrint. za wydruki zdjęć. Jakość, kolory i papier zrobiły robotę i pozwoliły tym kadrom wybrzmieć tak, jak powinny. To jeden z tych elementów, których nie widać na pierwszy rzut oka, ale bez których całość by się po prostu nie odbyła.

Wystawę można oglądać do 12 kwietnia 2026 roku w Łaskim Domu Kultury przy ul. Narutowicza 11. Jeśli ktoś nie dotarł na wernisaż, nic straconego. Zdjęcia nadal tam są. I warto im poświęcić chwilę.
Link do audycji Radio Tczew – Strefa Mocnych Dźwięków Sławka Papisa, podsumowującej wernisaż:
https://www.radiotczew.pl/artykul/21840,strefa-mocnych-dzwiekow-183-z-karolina-filarczyk-o-fotografii-i-muzyce
Dostępne galerie i relacje:
Relacje:
Wideo:
Wywiad i relacja:

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.