[ROZMOWA] OREADA o płycie „Jesteśmy tu tylko na chwilę” – wywiad o muzyce, naturze i koncertach

OREADA nie udaje, że ma receptę na życie. W tej rozmowie opowiadają, co dziś znaczy dla nich „Jesteśmy tu tylko na chwilę” i jak zmienia się perspektywa, kiedy masz już swoje sprawy, dom i ludzi wokół. Jest też o naturze w tekstach, o koncertach jako spotkaniu i o dziwnym doświadczeniu grania online w pandemii.

Jeśli lubisz wywiady z konkretem – zapraszam do lektury.

„Jesteśmy tu tylko na chwilę” – ten tytuł brzmi jak manifest pokory wobec życia, ale też zachwytu nad jego intensywnością. Co dla Was oznacza to zdanie dzisiaj, kiedy płyta już dotarła do słuchaczy?

Kiedy dyskutowaliśmy o tytule płyty, szukaliśmy czegoś ponadczasowego. Chyba się to udało, bo w kilka miesięcy po premierze naszej płyty tytuł wciąż pozostaje dla nas wielopłaszczyznowy. Odnosi się do naszego życia prywatnego, zawodowego, ale też nie jest oderwany od tego, co dzieje się obok nas, w świecie. Chyba wynika to z naszego wieku, ale też miejsca, w którym jesteśmy – większość ma swoje rodziny, dzieci. W niektórych aspektach perspektywy marzycielskie zderzyły się więc z rzeczywistością, dlatego w naszej codzienności jest więcej trudu i obaw niż wiary w „mogę wszystko”. Ale wciąż jest w nas wiara w miłość i w to, że małymi czynami możemy czynić ten świat lepszym i że to właśnie od nas zależy, jak będzie wyglądał ten świat i świat naszych dzieci. Do Twoich słów określających tytuł dodalibyśmy jeszcze refleksyjność, bo tytuł płyty to również tytuł piosenki, do której na etapie prac w studiu zaprosiliśmy chórek dziecięcy. Wszystko po to, by przekaz piosenki wzmocnić. Świat pędzi, a my z nim. Gonimy za szczęściem, bywamy bardziej w przeszłości lub przyszłości, a warto byłoby się czasem zatrzymać i zapytać: „po co?” – tu i teraz spojrzeć w niebo, z uśmiechem powiedzieć sąsiadowi „dzień dobry”, wziąć głęboki wdech. Czy oddychamy pełną piersią?

W tekstach często pojawia się przyroda, las, deszcz, wiatr – ale nigdy w roli ozdobnika. To raczej język emocji. Jak powstaje u Was ta muzyczno-przyrodnicza metaforyka?

Do Matki Natury zawsze odnosiliśmy się z szacunkiem. Ona zawsze znajduje dla nas czas, obdarowuje spokojem. Pozwala po prostu być. Leczy, ale i fascynuje. Czy zdjęcie oddaje to, co czuliśmy w momencie wykonywania fotografii? Oczywiście, że nie. Ale to piękno chwili zostaje w człowieku. To coś więcej niż obraz. Czasem słowami staramy się to zostawić na dłużej i się tym podzielić. Kontakt z naturą, mimo że na co dzień mieszkamy w mieście, jest dla nas bardzo ważny i pożądany. W obliczu wyzwań codzienności często po prostu za nim tęsknimy.

OREADA jak kobieta, zmienną jest!”

Na koncertach tworzycie atmosferę niemal rytualną – jest taniec, wspólne śpiewanie, momenty ciszy. Jak budujecie tę wspólnotę z publicznością?

Już trochę tych koncertów na swoim koncie mamy, dlatego korzystamy z różnego rodzaju doświadczeń. Bywamy też uczestnikami koncertów innych zespołów, więc wiemy, co na nas zadziałało, a co na nas wrażenia nie zrobiło. Każde wydarzenie ma swoją dynamikę i zawsze bierzemy ją pod uwagę przy układaniu programu. Oczywiście, w momencie ustalania repertuaru, mamy w głowach pewne scenariusze i oczekiwania względem zachowań publiczności, ale każdy koncert rządzi się swoimi prawami. Choć przychodzimy przygotowani, staramy się wyczuć nastroje odbiorców i ufamy intuicji – pozwalamy sobie podążać i za tym, co tu i teraz, za publicznością.

Album nagrywaliście w okresie, kiedy świat dopiero wracał do normalności po pandemii. Czy ten czas odosobnienia wpłynął na Wasze podejście do tworzenia i do ludzi?

Chyba nie chcemy pamiętać tamtego specyficznego czasu i życzymy sobie i Czytelnikom, by taki dziwny świat nigdy nie powrócił. Nie zarejestrowaliśmy jakichś znaczących zmian. Jako zespół lubimy być razem i nic nie cieszy nas bardziej niż wspólne dopieszczanie utworów w salce. Oczywiście nagrywamy sobie fragmenty prób, pomysły muzyczne, nad którymi pracujemy indywidualnie w domu, ale wszystko w jedną całość składamy na wspólnej próbie. I tak też robiliśmy przed pandemią. W czasie pandemii na pewno jeszcze bardziej doceniliśmy wpływ uczestników koncertów na przebieg samego wydarzenia, bo zdarzyło nam się zagrać jedne z pierwszych profesjonalnie realizowanych koncertów online (podczas festiwalu YAPA Home Office oraz w łódzkim Art Kombinacie na scenie Monopolis) – bez udziału publiczności, bez żywej osoby pod sceną, czyli bez jakichkolwiek reakcji pomiędzy utworami czy w czasie ich trwania – bez wspólnego śpiewania, okrzyków, braw, bez spojrzeń w oczy. Za to przed nami stał monitor, na którym wyświetlały się komentarze słuchaczy zgromadzonych przed ekranami w domach. Dziwny czas. Chyba to się nie powinno nazywać koncertem. Na szczęście płytę nagrywaliśmy później – pierwszy singiel ujrzał światło dzienne w 2024 roku, więc nie było już żadnych przeciwwskazań, by spotykać się całym zespołem i by każdy mógł dołożyć do muzyki swoje trzy grosze albo złożyć skargi i zażalenia do trzech groszy kolegów (śmiech).

W muzyce OREADY słychać folk, alternatywę, indie, czasem nawet psychodelię – ale nigdy nie brzmicie jak kopia kogokolwiek. Czy to efekt świadomej pracy nad brzmieniem, czy raczej intuicji i spontaniczności?

Zdawać by się mogło, że to olbrzymi komplement, ale to i dar, i przekleństwo. Z jednej strony jest to cudowne, że wymykamy się z ram i rzadko spotykamy z porównaniami. Z drugiej zaś strony zdarzyło nam się usłyszeć, że jesteśmy za mało jacyś na taki a taki festiwal, a za bardzo jacyś na inny. A my po prostu robimy swoje. Muzyka, którą tworzymy, płynie z serca. Nie ma tam jakichś wielkich kombinacji i analiz, żeby się za wszelką cenę wymykać definicjom – po prostu tak się w zespole dobraliśmy, że na co dzień każdy z nas słucha innej muzyki. Na nasze szczęście te fascynacje sześciu osób potrafimy wspólnie na próbach tak opracować, by każdy był zadowolony, miał tam coś swojego do opowiedzenia. Czasem to oczywiście wynik kompromisu – gdybyś zapytała każdego z nas o ulubiony numer z tej najnowszej płyty, to z pewnością zdarzą się rozbieżności, ale każdy taki ulubiony numer posiada.

Wasze koncerty w miejscach takich jak Łódzkie Centrum Wydarzeń czy festiwale plenerowe pokazują, że publiczność reaguje na Was emocjonalnie, nie gatunkowo. Czy czujecie, że odbiorcy w Polsce dojrzeli do takiego rodzaju wrażliwości?

To bardzo trudne pytanie. Mamy nadzieję, że tak, jak do tej pory, krąg odbiorców naszej muzyki będzie się stale poszerzał, a liczba koncertów będzie wciąż wzrastać. Wiemy, że czasy do najłatwiejszych nie należą, a tempo życia i trudy dnia codziennego pewnie częściej skłaniają ludzi do sięgania po prostszą w odbiorze rozrywkę niewymagającą większego zaangażowania, wysiłku. Wierzymy jednak w ponadczasowość naszej muzyki. Wierzymy w to, ponieważ na koncertach spotykamy się z ludźmi, którzy tak jak my oczekują, że piosenka coś im zrobi, coś zmieni i w której docenimy melodię, ale i dobrą tekstową frazę. O to zabiegamy i w naszej twórczości. Czasem może być prościej, ale chcielibyśmy unikać banałów.

„Chyba to się nie powinno nazywać koncertem.”

OREADA to nie tylko muzyka – to też pewien sposób bycia i komunikacji. Czy traktujecie swój projekt jako przestrzeń do rozmowy o ekologii, duchowości, człowieku w chaosie świata?

W 2016 roku, gdy zakładaliśmy zespół, byliśmy studentami. Nasze pobudki były proste – chcemy tworzyć, robić nowe i grać. Po czasie widzimy, że było w tym dużo pytań, poszukiwania własnej tożsamości, swojego miejsca na ziemi i próby zrozumienia tego świata. Towarzyszyły temu wielkie marzenia i poczucie braku jakichkolwiek ograniczeń – przecież ze wszystkim damy sobie radę! I to sami! Od tamtego czasu nie tylko my znaleźliśmy się w innym miejscu, ale i świat po pandemii się zmienił. Dziś, po tych dziesięciu latach, mamy w sobie mniej beztroski, a więcej racjonalności. Boli nas krzywda drugiego człowieka, sztucznie tworzone podziały, manipulacje, nepotyzm, hipokryzje i różne w tym kraju absurdy. Dlatego jest w nas dużo niezgody. Bo powinno być w nas wszystkich dużo więcej miłości, empatii, otwartości i zrozumienia. Część spraw nas bezpośrednio dotyka, a część sama się o nas kiedyś upomni, więc chcielibyśmy naszą muzyką i tekstem zatrzymać ludzi (czasem i siebie) na ważnych tematach, bo często gonimy bez opamiętania, bez refleksji, bez wyciągania wniosków i uczenia się na błędach. Zapominamy, że historia jest nauczycielką życia. I to ona przypomina nam, że piosenka może pełnić różne funkcje – może uwrażliwiać, poprawiać nastrój, koić i leczyć, ale może też integrować społeczność, być jej głosem, nieść ważny przekaz, często sprzeciw, być protest songiem. Jesteśmy pacyfistami, którzy, może niemodnie na te czasy, starają się szanować dane słowo i wierzą w moc i siłę słów.

Wasze aranżacje są pełne przestrzeni, ale też detali. Jak wygląda proces tworzenia utworu od pomysłu do finalnej wersji? Czy każdy ma swoje „muzyczne terytorium”?

Nie mamy jednego przepisu na utwór, ale z pewnością kilka elementów spójnych jesteśmy w stanie wymienić. Za teksty odpowiadają Kamil Kaźmierczak, perkusista, i Kasia Biesaga, wokalistka i flecistka. Muzycznie każdy wtrąca swoje trzy grosze, ale za bogactwo harmonii i finalną aranżację zazwyczaj odpowiada Kacper Bienia, akordeonista i pianista. O przestrzeń i spójne brzmienie albumu „Jesteśmy tu tylko na chwilę” zadbał zaś Paweł Cieślak – fantastyczny łódzki muzyk i producent, którego zaprosiliśmy do współpracy przy tej drugiej płycie.

Jak wyglądało spotkanie z publicznością po premierze płyty? Czy któreś z utworów zyskały zupełnie nowe życie w wersjach koncertowych?

Nie fundowaliśmy wersjom koncertowym zupełnie nowego życia, ale z pewnością kilka utworów brzmi na koncertach inaczej niż wersje realizowane we współpracy Pawłem w warunkach studyjnych. Zupełnie nam to nie przeszkadza, a nawet sami o to zabiegaliśmy, bo koncert, jak i płyta, rządzą się innymi prawami. Dlatego też kilka piosenek w wersji na żywo zyskało przestrzeń na solo czy wspólny śpiew z publicznością. Staramy się tak podchodzić do koncertu, byśmy go tworzyli razem z publicznością, by i odbiorcy mogli włączyć się w wykonawstwo, a czasem nawet i we współtworzenie nowych fragmentów. Co do odbioru naszych piosenek, na podstawie komentarzy, wiadomości i rozmów, czy to po koncertach, czy podczas wywiadów, możemy powiedzieć, że zwracamy uwagę na podobne, ważne problemy, no i że zależy nam na tym samym – na równowadze i miłości. Zarówno do ludzi, jak i do natury. Cieszy to nas, bo to znaczy, że jest dla nas – ludzkości – nadzieja, a dla naszej muzyki miejsce w sercach wielu ludzi, również tych, którzy o nas jeszcze nie słyszeli.

A gdybyście mieli zostawić po sobie tylko jeden utwór, który w pełni oddaje to, czym jest OREADA – co by to było i dlaczego?

OREADA jak kobieta, zmienną jest! Więc na ten noworoczny moment chyba byłby to „Ogień” – żywiołowy, rockowy kawałek z chwytliwym i motywującym do działania refrenem. Refren oraz bridge tej piosenki najlepiej opisują nasze noworoczne nastroje – w tym roku obchodzimy 10. urodziny! Czyli po wydaniu drugiej płyty nie spoczywamy na laurach – przed nami wiele pomysłów do zrealizowania, a więc i dużo pracy. A że wciąż działamy jako niezależny zespół, pracy tej będzie jeszcze więcej. Życzymy więc Państwu i sobie, by rok 2026 nie zgasił wewnętrznego ognia, a tylko go podsycał, przyniósł dużo siły, wytrwałości, a także otwarte drzwi i ramiona.

Karolina Filarczyk

Jestem Karolina!

Cześć, tu Karolina – witaj na KFM.NET.PL!


To miejsce dla tych, którzy muzyki nie tylko słuchają, ale ją czują. Znajdziesz tutaj świeże newsy, szczere wywiady, sumienne recenzje i fotorelacje z koncertów, które pachną pasją i brzmią dźwiękiem gitary.

Witaj w moim muzycznym świecie!

Jeśli lubisz i doceniasz to, co robię – posty, zdjęcia, koncertowe historie – możesz postawić mi kawę. Dzięki takim małym gestom mogę działać dalej i tworzyć jeszcze więcej dobrych treści.


Patronat medialny

Strefa Intymna – premiera albumu 07.04.2026

Warto tam być!!


Pozostańmy w kontakcie:


Koncertowo…


Tutaj znajdziesz piosenki, o których pisałam w 2026 roku

Bądź na bieżąco!

Nie przegap żadnej muzycznej historii — zapisz się do subskrypcji na KFM.net.pl i bądź na bieżąco z premierami, wywiadami i koncertowymi emocjami. Muzyka żyje tu codziennie — dołącz do tych, którzy naprawdę słuchają!

Nie spamujemy! Przeczytaj naszą politykę prywatności, aby uzyskać więcej informacji.


Notka informacyjna (dla dociekliwych i złośliwych):
Wpisy na blogu powstają na bazie materiałów prasowych otrzymywanych od menedżerów, wytwórni lub samych artystów. Nie są one publikowane metodą „kopiuj / wklej”. Każdy tekst jest czytany, przerabiany i uzupełniany o autorski kontekst. To proces, który wymaga czasu i energii — i dokładnie dlatego te wpisy wyglądają tak, a nie inaczej.

Uwaga: nie publikuję wszystkiego, co trafia do mojej skrzynki. Wybieram tylko projekty, które naprawdę do mnie mówią. Nie piszę dla zasady, dla zasięgów ani nie ścigam się z czasem.


Odkryj więcej z 🎼Karolina Filarczyk Muzykoholicznie 🎶

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej