[ROZMOWA] Wojciech Wojda o 40 latach Farben Lehre: prawda, muzyka i szacunek

Czterdzieści lat grania to nie jest zwykły jubileusz, tylko kawał historii. Farben Lehre nie muszą już niczego nikomu udowadniać, ale wciąż mają coś do powiedzenia.

O początkach zespołu, sentymencie do dawnych lat, jubileuszowym albumie „40” i o tym, co dziś w muzyce działa, a co zwyczajnie ją psuje, opowiada współzałożyciel i serce FL – Wojciech Wojda.

Pamiętasz moment, w którym Farben Lehre naprawdę się zaczęło? Nie w sensie daty, tylko tego impulsu: skąd wziął się pomysł, żeby ten zespół w ogóle powstał?

To był złożony proces, który trwał kilka lat. Wiosną 1983 roku, jako licealista, założyłem swoją pierwszą w życiu kapelę DADA AK, z którą graliśmy praktycznie same covery, m.in. Republiki, Klaus Mitffoch czy The Jam. Mniej więcej rok później, z mojej inicjatywy, powstała nowofalowa formacja ARMIA LALEK i tu pojawiły się już w repertuarze własne kompozycje. Jednak oba te zespoły łączyło jedno: amatorskie podejście, które nie dawało absolutnie żadnych perspektyw na przyszłość. Wszyscy traktowaliśmy to jedynie jako dobrą, ale chwilową zabawę. Jednak w tych moich dalece nieudolnych początkach z muzyką, w tym wspólnym graniu, odkryłem coś fajnego i magnetycznego. Wówczas pojawił się taki impuls, po którym uznałem, że warto byłoby kiedyś stworzyć coś poważniejszego i bardziej na serio zająć się tworzeniem muzyki. Ta myśl dojrzewała we mnie z miesiąca na miesiąc, aż w końcu spotkanie w sierpniu 1986 roku z Markiem Knapem, perkusistą, który grał ze mną w obu wspomnianych projektach, zaowocowało powołaniem do życia tego, co dzisiaj znamy jako FARBEN LEHRE.

Jak wyglądały wasze początki od kuchni? Więcej w tym było młodzieńczego entuzjazmu, buntu, a może zwykłej potrzeby, żeby robić coś po swojemu?

Wszystkiego po trochu. Z jednej strony można powiedzieć, że nuda wygnała nas z domu, a szarość dnia codziennego tamtej epoki pchnęła w kierunku robienia czegoś kreatywnego. Z drugiej, od początku czuliśmy jakąś wewnętrzną potrzebę podzielenia się ze światem swoimi myślami, odczuciami, emocjami, uznając, że muzyka będzie świetnym pomostem oraz narzędziem do takiego twórczego porozumienia z drugim człowiekiem. Nie ukrywam, że ta filozofia pozostaje mi bliska do dzisiaj. Niewątpliwie młodzieńczy bunt wobec zastanego porządku świata też był elementem, który pchnął nas do reakcji w postaci aktywnego działania za pośrednictwem dźwięków i tekstów, czyli w muzykę.

„Ogień jest w nas przez cały czas, więc bez wątpienia da się…”

Czterdzieści lat grania to kawał życia. Masz dziś więcej sentymentu do początków Farben Lehre, czy raczej patrzysz na tamten etap jak na zamknięty rozdział?

Prawda jest taka, że ktoś bystry powiedział kiedyś: „nie oglądaj się za siebie, bo ci z przodu ktoś przy…..”. Nie uznaję za właściwe nieustanne powracanie do przeszłości, ciągłe jej roztrząsanie, co dotyczy w zasadzie każdej dziedziny życia, ale trudno nie mieć sentymentu do swoich własnych, nieudolnych, acz bardzo sympatycznych początków, bo z tego typu sytuacji ostatecznie rodzą się piękne wspomnienia. Najważniejsze, że niczego z naszych dokonań nie żałuję i gdyby można było cofnąć czas, bardzo niewiele bym zmienił, poza jakimiś naprawdę drobnymi, mało istotnymi elementami. Wszystko zawsze ma swój czas i miejsce.

Przez lata unikaliście płyt w stylu „the best of”, a jednak przy 40-leciu zrobiliście wyjątek. Co sprawiło, że właśnie teraz uznaliście, że to ma sens?

Jeżeli już wydawać płytę typu „the best of…”, to czy jest lepszy moment niż podsumowanie czterech dekad grania w postaci 40 wybranych kawałków na 40-lecie aktywnego istnienia kapeli FARBEN LEHRE? Sądzę, że to jest ta chwila, to jest odpowiedni czas na takie właśnie wydawnictwo.

Na jubileuszowym albumie „40” znalazły się nowe wersje „Przebudzenia” i „Judasza”. Dlaczego akurat te utwory dostały drugie życie?

Dwa kawałki, różne powody. Oryginalna wersja „Judasza” była zagrana wzorowo, czego nie można powiedzieć o jej brzmieniu, bowiem „Pozytywka”, na której utwór pierwotnie się znalazł, to jeden z najgorzej brzmiących albumów, jakie kiedykolwiek zdarzyło nam się popełnić. Nie braliśmy nawet pod uwagę opcji, że tak znaczący, ważny kawałek z naszej historii nie znajdzie się na jubileuszowym wydawnictwie. Dlatego nagraliśmy go na nowo w studiu u Konrada i wreszcie efekt jest w pełni satysfakcjonujący. Z kolei „Przebudzenie” płytowo funkcjonowało dotychczas jedynie w wersji akustycznej, zaś na koncertach regularnie gramy ten kawałek, ale w odsłonie elektrycznej. Stwierdziliśmy wspólnie, że warto go utrwalić w tej właśnie wersji i jestem przekonany, że to była słuszna decyzja.

„Za dużo w tym wszystkim zaczyna być biznesu, pogoni za chwilową karierą, miernoty, nijakości, blichtru w świetle kamer, a za mało prawdziwej pasji, talentu, szczerych emocji, no i na końcu muzyki.”

Kiedy słuchasz dziś dawnych nagrań Farben Lehre, słyszysz w nich bardziej świeżość i prawdę tamtego czasu czy rzeczy, które dziś zrobiłbyś już inaczej?

Skłaniam się raczej ku pierwszej tezie. Uważam, że te nasze stare nagrania odpowiednio oddają ducha czasów, w których powstawały. Zagraliśmy je tak, jak wówczas potrafiliśmy, nagraliśmy, jak pozwalały możliwości finansowe i sprzętowe, przekazaliśmy w nich to, co wtedy wydawało się dla nas ważne czy istotne. Jednak generalnie historię zostawmy historii, a przeszłość przeszłości. A czy dzisiaj zrobiłbym je inaczej? Życie odpowiedziało na to pytanie, bowiem album wydany na 35-lecie FARBEN LEHRE, pt. „Pieśni XX wieku”, to nasze stare kawałki sprzed lat nagrane całkowicie na nowo. Czy są lepsze? Raczej inne, bo zmienił się diametralnie świat, rzeczywistość, ludzie i my sami…

Farben Lehre od lat kojarzą się z energią i graniem bez półśrodków. Da się po tylu latach nadal mieć w sobie ten sam ogień, czy on po prostu z czasem zmienia formę?

Jeżeli kochasz to, co robisz i robisz to, co kochasz, to odpowiedź jest oczywista. Ogień jest w nas przez cały czas, więc bez wątpienia da się…

Zapowiadacie też album „Retro”, czyli starsze piosenki w waszych nowych aranżacjach. Co było w tym pomyśle najbardziej kuszące?

Ta płyta to ma być z jednej strony spora frajda i spełnienie artystyczne dla nas, zaskoczenie dla słuchaczy, ale przede wszystkim jubileuszowa niespodzianka. Jednak żeby takową pozostała, na razie nie mogę się zbyt mocno w tym temacie rozwinąć. Powiem tylko, że nigdy wcześniej nie zrobiliśmy czegoś podobnego, jest to dla nas wyjątkowe wyzwanie, sporo trudnej logistyki, ale mam nadzieję, że determinacja, upór i konsekwencja w działaniu pomogą nam w realizacji tego unikalnego w naszej historii przedsięwzięcia. Dodam jeszcze, że piosenki, które postanowiliśmy przywrócić do życia, są znacznie starsze od nas…

Przez te 40 lat zmieniła się scena, publiczność, media i cały sposób słuchania muzyki. Co z tej zmiany uważasz za dobre, a co zwyczajnie odbiera muzyce sens?

Paradoksalnie to, co może być zaletą dzisiejszych czasów, równie dobrze można postrzegać jako ich wadę. Wszystko pozostaje subiektywne. Moim zdaniem dobry jest szeroki dostęp do muzyki, technologii, instrumentów, bo to narzędzia z pewnością bardzo przydatne, tyle tylko, że trzeba nauczyć się z nich właściwie korzystać. Koncerty są coraz bardziej profesjonalnie organizowane, coraz lepiej brzmią, wyglądają i ten aspekt również oceniam pozytywnie. Jednak z drugiej strony współczesność niesie ze sobą sporo niebezpiecznych pułapek. Za dużo w tym wszystkim zaczyna być biznesu, pogoni za chwilową karierą, miernoty, nijakości, blichtru w świetle kamer, a za mało prawdziwej pasji, talentu, szczerych emocji, no i na końcu muzyki. Z kolei pojawienie się i coraz bardziej intensywny udział AI jest tym, co zwyczajnie odbiera muzyce sens.

Gdybyś miał dziś powiedzieć jednym zdaniem, czym dla ciebie jest Farben Lehre po 40 latach, to co by to było?

Prawda, muzyka, szacunek, czyli samo życie…

Notka informacyjna (dla dociekliwych i złośliwych):
Wpisy na blogu powstają na bazie materiałów prasowych otrzymywanych od menedżerów, wytwórni lub samych artystów. Nie są one publikowane metodą „kopiuj / wklej”. Każdy tekst jest czytany, przerabiany i uzupełniany o autorski kontekst. To proces, który wymaga czasu i energii — i dokładnie dlatego te wpisy wyglądają tak, a nie inaczej.

Uwaga: nie publikuję wszystkiego, co trafia do mojej skrzynki. Wybieram tylko projekty, które naprawdę do mnie mówią. Nie piszę dla zasady, dla zasięgów ani nie ścigam się z czasem.

Jestem Karolina!

Cześć, tu Karolina – witaj na KFM.NET.PL!


To miejsce dla tych, którzy muzyki nie tylko słuchają, ale ją czują. Znajdziesz tutaj świeże newsy, szczere wywiady, sumienne recenzje i fotorelacje z koncertów, które pachną pasją i brzmią dźwiękiem gitary.

Witaj w moim muzycznym świecie!


Patronat medialny

Klik!! 🙂

Jeśli lubisz i doceniasz to, co robię – posty, zdjęcia, koncertowe historie – możesz postawić mi kawę. Dzięki takim małym gestom mogę działać dalej i tworzyć jeszcze więcej dobrych treści.


Warto tam być!!




Odkryj więcej z 🎼Karolina Filarczyk Muzykoholicznie 🎶

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej