30 listopada 2025 w warszawskim Falconie, Farben Lehre zagrali akustycznie, ale tylko na papierze, bo w praktyce było to granie z taką energią, że spokojnie mogłoby zasilić pół elektrycznej trasy. Mówi się, że akustyk łagodzi obyczaje — może gdzie indziej. Tu było głośno emocjami, dynamicznie jak przy klasycznym FBTP i na tyle szczerze, że człowiek przypomina sobie, po co właściwie tak biega za muzyką.
Owszem, Farben Lehre grali akustyczny set również w Łodzi, ale Falcon to inna liga. To jeden z tych klubów, w których od wejścia czuję się jak w domu, choć ten mój dom stoi 130 kilometrów dalej. Jest klimat, jest stała ekipa, jest ten rodzaj luzu, dzięki któremu wiesz, że wieczór pójdzie w dobrą stronę. A przy okazji jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wolno zapomnieć: konkretna porcja belgijskich frytek. Jeśli koncert jest paliwem dla duszy, to frytki z Falcona są paliwem dla całej reszty i kropka.




Fot. Karolcia Kadruje dla portalu Strefa Music Art
Ten wieczór miał też swoją ciekawą „kronikarską” wartość, bo wśród publiczności pojawiły się dwie bardzo charakterystyczne postacie: (ten!!) Wojtek Smarzowski i Andrzej Rozenek. Śledzę go na YouTube — bo choć może tego po mnie nie widać, to polityczne podcasty wciągam tak samo chętnie, jak dobre albumy. Te z udziałem pana Andrzeja też lądują u mnie na playliście, bo facet potrafi mówić konkretnie, bez owijania i z tym swoim charakterystycznym przymrużeniem oka.
Tego się nie widzi na co dzień, a już na pewno nie w klubie, gdzie stoliki stoją trzy kroki od sceny. Obaj przyszli posłuchać Farbenów w wersji akustycznej i widać było, że bawili się świetnie. Falcon potrafi przyciągnąć naprawdę różne światy — i to jest kolejny powód, dla którego warto tam wpadać.
Wojtek Wojda od pierwszego numeru rozstawił wszystko po kątach. Jego głos, jego opowieści, jego sposób żonglowania anegdotą, ripostą i tekstem sprawiają, że można go słuchać godzinami. Do tego setlista, która przeprowadziła nas przez lata i nastroje: od „Pogodnej”, przez „Kontrasty”, „Samo życie”, „Przebudzenie”, aż po te utwory, które mają w sobie szczególną wagę w akustycznym podaniu, jak „Osobista” czy „Pozytywka”. To był jeden z tych wieczorów, kiedy zespół nie tylko gra — on daje ci coś od siebie.
A potem na scenę wszedł Jelonek. Ten Jelonek — skrzypek z rockowym zadęciem, znany mi choćby z Huntera, facet, który nie potrzebuje prądu, żeby zrobić ogień. Jego wejście w „Osobistej”, „A my nie chcemy” i „Spodniach” podniosło temperaturę o dobre kilka stopni. Skrzypce w jego rękach mają moc rozwalania ścian, a w zestawieniu z akustycznym brzmieniem Farbenów działały jak idealny kontrast: ostre, soczyste, z charakterem. Falcon tego nie zapomni.















Fot. Karolcia Kadruje dla portalu Strefa Music Art
Farben Lehre Akustycznie to nie jest mały projekt na doczepkę — to rozszerzona forma zespołu, która żyje własnym życiem. Aktualny skład w tej odsłonie wygląda tak: Wojciech Wojda – śpiew, teksty (od 1986), Konrad Wojda – gitara, śpiew (od 1999), Filip Grodzicki – bas (od 1999), Gerard Klawe – perkusja (od 2017), a w sekcji akustycznej od 2016 roku grają także Mariusz Kumala na gitarze, Agata Wojda w wokalach i chórkach oraz Norbert Krzewski w perkusjonaliach i fujarkach. To jest ekipa, która wie, co robi i dlaczego to robi. Słychać to w każdym numerze.
…swoją drogą, ciekawa jestem, czy przed koncertem też jedli te frytki.








Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.