KROPOP trafił do mnie przez Groovera, ale został na dłużej. To projekt balansujący między alternatywnym popem, elektroniką, lo-fi i filmową atmosferą. W jego utworach nie brakuje emocji, niepokoju i pytań o świat, który coraz częściej męczy nadmiarem bodźców, informacji i ciągłego pośpiechu.
Przy okazji singli „Z ekranu” i „pa-pa” porozmawialiśmy o lękach współczesności, social mediach, wojnie, psychologii oraz o tym, dlaczego czasem najtrudniej jest po prostu wrócić. Zapraszam do lektury naszej rozmowy z KROPOP.
Twoja muzyka trafiła do mnie przez Groovera. Jak opisałbyś KROPOP komuś, kto słyszy Cię po raz pierwszy?
Oj, trudne się wylosowało. Powiedziałbym, chyba że to smutny, alternatywny pop. Kontrastowy. Dużo delikatnych początków i dramatycznych zakończeń. Podobno mam specyficzny głos, który dobrze brzmi, kiedy śpiewam delikatniej, tak bardziej „rojkowo”. Ale lubię też krzyknąć.
Staram się, żeby kompozycje były dość przystępne. Skłonność do udziwnień odbijam sobie w produkcji. Mieszam brzmienia lo-fi, filmowe, rockowe i elektronikę.
„Pomyślałem, że jak można w takim świecie zaopiekować się dzieckiem? Jak można komuś to zrobić? Ściągnąć w takie miejsce?”
W „Z ekranu” zwracasz się nie do ukochanej osoby, tylko do dziecka, którego nie masz. To bardzo mocny punkt wyjścia. Jak narodził się ten tekst?
Chyba napisałem go w pierwszych latach wojny. Zacząłem od początku, od pierwszych linijek zwrotki. Po pandemii wydawało się, że najgorsze już za nami. Przetrwaliśmy historyczny, światowy kryzys, więc spodziewałem się, że będzie lepiej. Wiadomo, jak wyszło.
Rozwój wojny i informacje o zbrodniach były serwowane przez miesiące. Nie było wiadomo, jak rozwinie się konflikt. Ukraina mogła po prostu nie dać rady. Ze znajomymi rozmawialiśmy, co zrobimy, jeśli wojna zacznie się u nas.
Pomyślałem wtedy, jak można w takim świecie zaopiekować się dzieckiem. Jak można kogoś sprowadzić do takiego miejsca. Wystarczy kilka dronów, decyzja jakiegoś szantażowanego polityka w innym kraju i nagle wszystko znika.
W tym utworze czuć lęk przed światem, mediami i ciągłym poczuciem zagrożenia. Pisząc „Z ekranu”, bardziej chciałeś opowiedzieć o sobie czy o stanie, w którym żyje dziś wielu ludzi?
Chyba trudno mi to rozdzielić. To są moje słowa. Nie tworzę postaci. Ale wierzę, że wiele osób też tego doświadcza, nawet nieświadomie.
Widzę, jak wyglądają treści w social mediach, nagłówki na portalach i codzienne wiadomości. Nawet jeśli nie boimy się już pandemii czy wojny, to boimy się czegoś innego. Dla jednych będzie to polityka, dla innych gospodarka, klimat albo kolejna teoria spiskowa. Dla każdego znajdzie się jakiś powód do niepokoju.
„pa-pa” opowiada o kryzysie, odejściu od social mediów i przerwie od publikowania muzyki. Co było trudniejsze – zniknąć z internetu czy później wrócić?
Zdecydowanie wrócić. Nawet teraz nie powiedziałbym, że wróciłem. Dalej nie spędzam na Instagramie więcej czasu, niż muszę. TikToka nie zainstalowałem ponownie, a Facebook służy mi głównie do sprawdzenia, czym tym razem oburzają się członkowie rodziny i znajomi z liceum.
Wydaje mi się, że mogę już nie wskoczyć do tego pociągu z powrotem. Mój mózg się z tego oczyścił, a te platformy w międzyczasie jeszcze dokręciły śrubę. Kiedy odpalam aplikację, mam wrażenie, jakby ktoś odpalił w cyrku skład z fajerwerkami. Wszystkiego jest więcej, szybciej i bardziej chaotycznie niż zapamiętałem.
Nie czuję, że można tam jeszcze normalnie rozmawiać z ludźmi. Viralowego contentu od algorytmu jest więcej niż treści od osób, które faktycznie obserwuję.
W „pa-pa” pojawia się motyw starych gier, tracenia żyć i serduszek. Skąd wziął się ten obraz?
Jeden powód jest bardzo prosty. Najpierw napisałem refren „Pa-pa, odkładam pada”. Bardzo spodobała mi się ta fraza.
Drugi wynikał z mojej zmiany podejścia do grania. Zaczęły odrzucać mnie gry zręcznościowe, w których walczy się z trudnymi bossami po kilka razy. Zniknął dziecięcy zapał, a została frustracja.
W pierwszej wersji tekst jeszcze mocniej szedł w stronę gier, ale uznałem, że rozbudowując metaforę, zgubiłem emocje. Zaczęło to przypominać bardziej zabawę słowem niż opowieść o czymś prawdziwym.
W Twojej muzyce mieszają się alt-pop, elektronika, lo-fi, rockowe napięcie i filmowy nastrój. Lubisz określać swoją twórczość gatunkami?
Nie znoszę. To dla mnie męka. Tak naprawdę po prostu się na tym nie znam. Za każdym razem, kiedy publikuję nową piosenkę, zastanawiam się, jak ją zaklasyfikować.
Czy to już electropop, bo jest więcej syntezatorów? A może alternatywny rock, bo pojawiło się więcej gitar? Indie pop? Sam nie wiem.
Wielokrotnie przejechałem się też na playlistach gatunkowych. Jeszcze nigdy nie trafiłem na żadną z nich, bo zawsze pojawia się jakiś element, który wyrzuca mnie poza ramy konkretnego gatunku.
„Jeszcze nigdy nie dostałem się na playlistę gatunkową, bo zawsze pojawia się coś, co wyrzuca mnie poza nawias.”
Jesteś psychologiem z wykształcenia. To pomaga w pisaniu tekstów czy przeszkadza, bo za dużo analizujesz samego siebie?
Raczej pomaga. Analityczne spojrzenie na to, co dzieje się w głowie mojej i innych ludzi, daje mi amunicję do pisania.
Choć czasami znajomość pewnych teorii czy zagadnień naukowych potrafi przeszkadzać. Wrzuca mój umysł w określone koleiny i wtedy trudniej jest opisać coś w sposób, który pozwoli słuchaczowi naprawdę coś poczuć i się z tym utożsamić.
![[ROZMOWA] KROPOP o wojnie, internecie i szukaniu własnego miejsca w muzyce](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/06/Final-baner-3-e1781376109260.jpg)





