Wiecie, jak to jest z tymi wszystkimi promocyjnymi zgłoszeniami na bloga – bywa różnie… Czasem trafia się coś, czego nie mam ochoty ruszać nawet kijem przez płot, a czasem muzyka po prostu przelatuje mi przez uszy i po minucie już o niej zapominam.
Ostatnio trafiłam na taką perełkę, przy której autentycznie się zatrzymałam. Mowa o Emilie Reid. I niniejszym, tym właśnie wpisem, oficjalnie inauguruję nowy dział „Z Groovera”, gdzie będą pojawiać się takie właśnie moje muzyczne znaleziska z tej platformy.
Normalnie to zupełnie nie moja bajka. Sami dobrze wiecie, że ja najczęściej siedzę bliżej gitar, sceny i tego całego koncertowego zamieszania, które tak lubię łapać w obiektywie na Karolcia Kadruje. U niej jest inaczej: spokojniej i bardziej nastrojowo. To muzyka idealna do posłuchania wieczorem, a nie do odpalenia w biegu między jednym mailem a drugim.
Emilie wydała właśnie swój debiutancki album – „Leopard~Sukha”. W zapowiedziach prasowych można przeczytać, że inspiruje się klasycznym Fleetwood Mac i klimatem Stevie Nicks. Zazwyczaj dzielę takie marketingowe odloty przez cztery, bo PR-owców często ponosi fantazja, ale tutaj ten trop naprawdę ma sens!
Klimat albumu buduje się powoli – jest świetny głos, są miękkie, gitarowe brzmienia, trochę klimatu retro zmieszanego ze współczesnym, popowym podejściem. Nie wszystko musi od razu walić po uszach, żeby miało sens. Na płycie jest szczera kobieca energia i lekka surowość, która zadziwiająco mnie kupiła.
Czy będę do tego albumu wracać? Myślę, że tak. Czy to moja codzienna bajka? Pewnie nie, w końcu to wciąż nie mój stały muzyczny ogródek. Cieszę się, że zrobiłam wyjątek. Czasem naprawdę warto wyjść poza swoją strefę komfortu i sprawdzić, co tam gra po drugiej stronie płotu.
„Leopard~Sukha” znajdziecie już w serwisach streamingowych – rzućcie uchem, bo naprawdę warto dać jej szansę!
![[Z GROOVERA] Emilie Reid i album „Leopard~Sukha”](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/06/VIDEO-JARMARK-LASKI-SMLL-Karolina-Filarczyk.jpg)





