Patrząc na całą płytę „4” SPINOFONII, mam wrażenie, że to nie jest album dla kogoś, kto chce szybkiego refrenu… Zresztą trudno o refren, kiedy mamy do czynienia z materiałem instrumentalnym. Tutaj wszystko opiera się na nastroju, zmianach tempa, gitarach, pianinie, skrzypcach i na tym, czy słuchacz ma ochotę wejść w muzykę.
Nie będę udawać, że znam każdy zakamarek progresywnego rock-metalu i mam do tego osobną półkę z dyplomami, ale potrafię docenić, kiedy muzyka nie jest tylko pokazem umiejętności. Przy „4” mam właśnie takie odczucie. Muzyka bardziej próbuje zbudować album, który ma swoje napięcia, wyciszenia i powroty do mocniejszego grania.
Krakowski zespół działa od 2012 roku, a „4” to jego czwarty album, wydany 13 marca 2026 roku własnym nakładem. W nagraniach pojawiają się gitary, bas, skrzypce, perkusja i pianino cyfrowe. Gościnnie w utworze „Źródło Esencji” zagrał basista Krzysztof Wyrwa. Za nagrania, miksy i mastering odpowiada Maksymilian Szelęgiewicz, a produkcją i kompozycją zajął się Dawid Kielar przy współudziale całego zespołu.
SPINOFONIĘ tworzy siedmiu muzyków. Za perkusję i pianino cyfrowe odpowiada Dawid Kielar. Partie gitarowe grają Michał Walawender, Tomasz Tatara, Tomasz Kotliński i Arkadiusz Palacz. Na gitarze basowej gra Piotr Kruk, a brzmienie całości uzupełniają skrzypce Jakuba Janickiego.
Największy plus tej płyty widzę w tym, że nie brzmi jak przypadkowy zestaw numerów wrzuconych obok siebie. Jest tu pomysł na opowieść. Jedne fragmenty idą mocniej w gitarowy ciężar, inne dają więcej miejsca pianinu albo skrzypcom. I właśnie to połączenie mocniejszego grania z bardziej filmowym myśleniem wydaje mi się najciekawsze.
Podoba mi się też to, że instrumentalna forma zostawia miejsce dla słuchacza. Nie ma tekstu, który wszystko tłumaczy. Nikt nie mówi człowiekowi, co ma czuć.
I chyba właśnie tutaj jest sedno. „4” trzeba dać chwilę. To może być jej siła, ale też problem. Dzisiejszy słuchacz często nie ma cierpliwości do muzyki, która rozwija się wolniej. Jeśli po trzydziestu sekundach nie dostaje refrenu, wokalu albo łatwego punktu zaczepienia, zaczyna nerwowo patrzeć w stronę przycisku „dalej”. SPINOFONIA raczej nie gra dla takiego trybu słuchania.
Mam wrażenie, że ten album najlepiej sprawdzi się u osób, które lubią, gdy muzyka instrumentalna coś buduje. Trzeba tylko zaakceptować, że ta muzyka nie przychodzi z gotową instrukcją obsługi.
![[MOIM ZDANIEM] SPINOFONIA – „4”. Instrumentalna płyta, której trzeba dać czas](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/05/8c18563c-45dd-406e-b69e-a2f3b5c6e9a3-e1779397906350.png)






