AntyRefleks to jeden z tych zespołów, przy których człowiek ma wrażenie, że wszystko wydarzyło się bardzo szybko. A potem zaczynasz słuchać i widzisz, ile pracy, wyrzeczeń i grania stoi za tym tempem. W tej rozmowie jest o „Fabryce Marzeń”, Must Be The Music, Michale Wiśniewskim i o tym, jak wygląda codzienność młodego zespołu, który zamiast siedzieć w garażu postanowił pójść po swoje.
Gracie od 2023 roku, a macie już za sobą trasy, Pol’and’Rock, Must Be The Music i debiutancki album. W którym momencie poczuliście, że to przestało być „gramy sobie”, a zaczęło być „dobra, to już jest zespół na serio”?
Tak naprawdę to w momencie pierwszych prób. W czasach liceum mało który projekt był robiony „na serio”, któregoś dnia umówiliśmy się, że nie chcemy grać tylko w garażu, ale pójść gdzieś dalej. Od tamtej pory nastawienie się nie zmienia. Co jakiś czas po prostu zwiększa się poziom poprzeczki, jaką stawiamy sobie sami. Oczywiście 30. Pol’and’Rock był jednym z takich momentów! Same przygotowania do tego występu bardzo dużo nam dały. Proces ten powtarzamy tak naprawdę z każdym koncertem. Każdy występ i każda próba to okazja do nauki.
„Fabryka Marzeń” brzmi jak tytuł o spełnianiu planów, ale fabryka to też robota, zmęczenie i powtarzalność. Dla Was ta płyta jest bardziej o marzeniach, czy o tym, ile trzeba przy nich przerobić?
Motywem przewodnim był styl miasta, w którym zakładaliśmy zespół – Żyrardowa. Fabryczne budynki z czerwonej cegły to widok, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Chcieliśmy na debiutanckiej płycie umieścić trochę żyrardowskich motywów.
Co do roboty i zmęczenia – genialna analogia! Po 3 latach intensywnego grania na szczęście udało nam się nie zatracić i cały czas komponowanie i granie koncertów daje nam dużo szczęścia. Mimo to nie możemy ukrywać, że każdy z nas musiał podjąć masę wyrzeczeń i naprawdę skupić się na zespole, żebyśmy teraz mogli być tu, gdzie jesteśmy. Wyobrażacie sobie pierwszy wolny weekend w roku mieć dopiero we wrześniu? Do tego oczywiście praca, studia lub obie te rzeczy na raz. Wydaje mi się, że to jest to, co sprawia, że wiele młodych zespołów się rozpada albo stoi latami w miejscu. Nam się udało i daje nam to wyłącznie więcej motywacji, by działać dalej.
„Któregoś dnia umówiliśmy się, że nie chcemy grać tylko w garażu, ale pójść gdzieś dalej.”
Na „Fabryce Marzeń” są numery z różnych momentów Waszego grania. Gdybyście dziś mieli wskazać jeden utwór, który najlepiej pokazuje, kim naprawdę jest AntyRefleks, który by to był i dlaczego właśnie ten?
Biedny! A jak myślicie, jak powstał zespół Bayer Full? Na razie gramy rocka, na czwartej płycie przerzucamy się na disco polo.
Wasza muzyka bywa porównywana do Lady Pank, IRA, Guns N’ Roses czy bardziej rock’n’rollowego grania. Takie porównania pomagają złapać słuchacza, czy czasem zaczynają przeszkadzać, bo ludzie słyszą cudze skojarzenia zamiast Was?
To trochę tak jak z każdym nowym produktem. Wiesz jak wygląda Opel Combo? Nikt nie wie, co to jest Opel Combo, więc mówisz, że wygląda jak Citroen Berlingo. Dokładnie tak samo musisz zachęcić słuchacza. „Polski zespół rockowy” nic nie mówi, ale jeśli zaczniesz opowiadać, że zespół brzmi trochę jak Billy Idol, ale z głośniejszym przesterem i z polskimi tekstami, to zaczynasz budować jakiś obraz. W taki sposób jesteś w stanie dotrzeć do większego grona osób.
„Moda na Szaleństwo” z Michałem Wiśniewskim to ruch, który może otworzyć drzwi, ale też od razu przykleić dużą, czerwoną etykietę. Baliście się, że jego nazwisko przykryje AntyRefleks?
Płyta jest odzwierciedleniem naszych marzeń. A jeśli spełniać marzenia, to od razu pełną gębą. Chcieliśmy stworzyć kawałek z jednym z naszych idoli. Michał się dobrze rozwija. Chcieliśmy go trochę wesprzeć i padło na niego.
Must Be The Music daje rozpoznawalność, ale też wystawia zespół na szybkie oceny ludzi, którzy widzą tylko kilka minut. Co po tym programie realnie się zmieniło, a co było tylko chwilowym hałasem?
Od tego nie da się uciec. Ludzie zawsze będą oceniali, szczególnie jeśli wystawiasz się na większą publikę. Przed zgłoszeniem się do programu dostaliśmy masę przestróg, które miały nas uchronić przed tym, co się stanie, jeśli jury nas wyśmieje i pokażą nas w złym świetle. Wiecie, ile ludzi powiedziało nam, że nasz występ w telewizji to był zły pomysł i nie powinniśmy tego robić? Zero. Przyjechaliśmy i zrobiliśmy to, co umiemy najlepiej, czyli show. Gramy w zespole i chcemy pokazać się jak największej publice. To, że ludzie będą nas oceniali, mamy zapisane w biznesplanie, a jeśli ktoś wyrobił sobie złe zdanie po minucie w TV, to zapraszamy na koncerty, może się miło zaskoczyć.
„To, że ludzie będą nas oceniali mamy zapisane w biznesplanie.”
W opisach często wraca u Was scena, energia i ucieczka od tabelek w Excelu. Fajnie brzmi, ale zespół też trzeba organizować. Kto u Was pilnuje ziemi, gdy reszta już mentalnie odpala konfetti?
Staramy się współpracować. Każdy z nas jest inny, zupełnie inaczej patrzy na świat i zupełnie inne rzeczy jest w stanie wnieść do muzyki. Razem udaje nam się pracować tak, że gdy jedna osoba niedomaga, pozostałe są w stanie jej pomóc. Trzeba jednak zaznaczyć, że największą robotę robi tutaj Wiktor. To on pełni rolę Króla Salomona AntyRefleksu, jest mózgiem operacji. Dobrze planuje i świetnie zarządza zespołem. Na szczęście daleko mu od zostania hegemonem – daleko mu od irytującego szefa z pracy, który wymaga i pogania. Jest prawdziwym liderem.
Czego życzyć AntyRefleksowi na najbliższy czas: większych scen, spokojniejszej głowy, dobrych ludzi wokół, czy po prostu tego, żeby ta „Fabryka Marzeń” nie musiała pracować na trzy zmiany?
Tak.
Karolina Filarczyk
AntyRefleks
![[ROZMOWA] AntyRefleks o „Fabryce Marzeń”, Must Be The Music i graniu bez hamulców](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/05/4371478478321430222855547625008636738779974n-e1778881919556.jpg)





