[ROZMOWA] Granice, „music activism” i „Okruchy Złota”. Marika o pracy, wypaleniu i bliskości

Rozmawiam z Mariką o życiu na pełnym obrocie, tylko że tu w pakiecie są jeszcze dzieci, dom i głowa, która też ma swoje „dość”. Jest o granicach, o wypaleniu bez cudownych recept, o ZAiKS Music Camp i o tym, jak zmienia się myślenie, kiedy zaczynasz pracować twórczo z ludźmi, a nie tylko w pojedynkę. Jest też o „Okruchach Złota”, o miłości ale nie tej z telenowel, o Pawle Domagale i o tym, czemu małe miasta potrafią dać więcej niż wielkie.

Nie ukrywam, że jest mi szalenie miło i w sumie lekko niedowierzam, że to się dzieje naprawdę. Ta rozmowa jest dla mnie wyjątkowa z wielu powodów, ale te schowam w mojej tajemniczej szufladzie.

Ostatnie lata to u Ciebie bardzo intensywny czas: muzyka, projekty autorskie, ZAiKS Music Camp, koncerty. Czujesz, że ten natłok bardziej Cię napędza twórczo, czy raczej nauczył Cię stawiania granic?

Myślę, że nauczył mnie stawiania granic, ale też jest dla mnie dużą frajdą móc znowu pracować po kilku latach opieki nad dziećmi. Powrót do aktywności zawodowej daje mi dużo radości. Natomiast teraz zdecydowanie inaczej dysponuję moim czasem, ponieważ tylko do godziny 16 mogę mieć swobodę twórczą i biurową. Potem rozpoczynam drugi etat, bycie mamą dla dwóch siedmiolatków.

Kiedy pracy jest po prostu za dużo, masz swoje sprawdzone sposoby, żeby nie wypalić się po drodze? Co naprawdę działa, a co z perspektywy czasu okazało się mitem?

Myślę o tym ostatnio, bo zastanawiam się, czy nie jestem już na granicy. Nie mam żadnych sprawdzonych sposobów, żeby się nie wypalić. Po prostu czasami trzeba odpuścić, tak zwyczajnie. Nie cisnąć, tylko odpuścić. Nie ma chyba innej metody.

Mam kilka cech, które mnie chronią, bo mam w sobie świeżość i otwartość na ludzi, więc trudno mnie zniechęcić do muzyki, pisania. Ale mam też takie cechy, które mi to utrudniają. Jestem control freakiem, jestem perfekcjonistką i pod tym względem muszę sobie mówić: dość, odpuść, zostaw, przestań. Pozwól rzeczom się toczyć własnym biegiem.

Nie mam patentów. Po prostu trzeba słuchać siebie i wyczuwać moment, kiedy ciało mówi, że dotykam granic. Moje ciało już kilka razy mi to powiedziało, więc teraz uczę się być bardziej uważna na jego głos.

„Nie mam żadnych sprawdzonych sposobów, żeby się nie wypalić. Po prostu czasami trzeba odpuścić, tak zwyczajnie.”

Muzyka zawsze była Twoim centrum, ale dziś funkcjonujesz też jako mentorka i inicjatorka projektów takich jak ZAiKS Music Camp czy „Kobiecym głosem”. Czy ta zmiana perspektywy wpłynęła na to, jak sama dziś tworzysz?

Tak. Dzięki temu trybowi pracy, który odkryłam na ZAiKS Music Camp, nauczyłam się pracować w teamie. Wcześniej tego nie robiłam. Pracowałam sama ze sobą i dopiero na końcu konfrontowałam materiał z producentem.

To było samotne pisanie w czterech ścianach. A teraz odkryłam spotkanie twórcze z kilkoma osobami w jednym pokoju, gdzie można się tym bawić jak grą w Zośkę albo frisbee. To jest bardzo przyjemna, nowa perspektywa.

Nie mówię, że to jest lepsze albo gorsze od pisania solo. To jest po prostu jedna z możliwości. I teraz, kiedy mam zastój albo widzę, że coś zaraz wyląduje w szufladzie na zawsze, wiem, że mogę wejść do pokoju z innymi ludźmi i zacząć „grać w Zośkę”.

Działasz także jako osoba zabierająca głos w imieniu artystów na poziomie europejskim. Jak ta odpowiedzialność zmienia Twoje myślenie o roli artysty i jego miejscu w systemie?

Mam wytatuowane na przegubie „music activism” i naprawdę biorę to do serca. Jest też taka fraza rapowej legendy KRS-One „each one teach one”, którą też bardzo czuję.

Jako autorka z 20-letnim doświadczeniem mam doświadczenie i wiedzę i czuję potrzebę dzielenia się nią z młodszymi twórcami. Wprawdzie rynek bardzo się zmienił. Kiedyś sprzedawało się płyty, dziś sprzedaje się streamingi, lajki, zasięgi. Pewnych rzeczy to ja uczę się od młodych twórców. Ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Wielu twórców nie wie o podstawowych rzeczach. Na przykład o tym, że jeśli sami finansują produkcję utworu, to są jego producentami i po jego publikacji mogą ubiegać się o tantiemy ze ZPAV. Te pieniądze po kilku latach przepadają, jeśli się po nie nie zgłoszą. Ja sama dowiedziałam się o tym późno i teraz czuję, że powinnam przekazywać tę wiedzę dalej.

Wizyty w Parlamencie Europejskim pokazały mi też, jak bardzo świat polityki i opinii publicznej nie rozumie naszej pracy. Nadal istnieje przekonanie, że artysta się bawi, a to jest zawód, często bardzo trudny, niestabilny i obciążony stresem.

Nie widać tego, że pracujemy na śmieciówkach, że nie mamy zabezpieczenia emerytalnego, bo mało kogo stać zeby sobie samemu płacić ZUS, że są okresy bez koncertów, że koszty produkcji koncertu są ogromne, a wynagrodzenie artysty jest na końcu tego łańcucha.

Dlatego widzę ogromną potrzebę mówienia o tym głośno, zarówno do polityków, jak i do ludzi.

„Mam wytatuowane na przegubie „music activism” i naprawdę biorę to do serca.”

ZAiKS Music Camp to spotkanie bardzo różnych osobowości i wrażliwości. Czego Ty sama uczysz się od młodych twórców?

Uczę się nowego świata, do którego oni należą. Uczę się ich spojrzenia na muzykę i na rzeczywistość.

Uczę się świeżości. Oni nie mają jeszcze blokad, które przychodzą z doświadczeniem. Ja pamiętam tę świeżość sprzed 20 lat, a teraz mogę ją obserwować u nich.

To jest bardzo odświeżające i inspirujące. To podejście, że wszystko się da i że nie ma rzeczy niemożliwych.

„Okruchy Złota” to nowy utwór, bardzo skupiony na emocji i słowie. Czy od początku wiedziałaś, że to ma być piosenka bardziej wyciszona?

Tak. Od początku chciałam napisać coś o pragnieniu miłości, które ma każda istota ludzka. O potrzebie bycia zauważonym, przyjętym, wysłuchanym i przytulonym.

Chciałam stworzyć piosenkę uniwersalną. Taką, która może być pierwszym tańcem na weselu. Marzę o tym, żeby była obecna w takich momentach. Żeby była afirmacją bliskości i trwałości relacji.

Dlaczego Paweł Domagała okazał się właściwą osobą do tej piosenki?

Poznaliśmy się w 2018 roku – Paweł zaśpiewał ze mną nakoncercie z okazji 10lecia „MOJEGO SERCA” i wtedy powiedział, że jeszcze razem coś nagramy. I to się spełniło.

Ma podobną wrażliwość i system wartości. Wierzy w rodzinę, w relacje, w trwałość. I jest jednym z niewielu mężczyzn, którzy potrafią mówić o miłości w sposób dojrzały.

To jest bardzo rzadka i cenna cecha. Wiedziałam, że on tę piosenkę uniesie emocjonalnie.

Jak wyglądała Wasza praca nad „Okruchami Złota”?

Paweł zachwycił się gotowym utworem, który mu wysłałam. A sama piosenka powstała bardzo szybko, w półtora dnia, z Leonem Krześniakiem.

Przyszłam z melodią i tekstem zwrotki plus pomysłem na refren, ale refren został całkowicie zmieniony. Następnego dnia dopisałam drugą zwrotkę i bridge.

To wszystko wydarzyło się bardzo naturalnie i bardzo z serca.

Projekt „Moje serce jest pełne miłości” i „Okruchy Złota” mają w sobie sporo spokoju. To świadomy kierunek czy etap?

Myślę, że to etap. Jestem dziś spełnioną kobietą. Mam rodzinę, o której marzyłam, wróciłam do koncertowania i pisania.

Mam równowagę. Z jednej strony scenę, z drugiej bliskich, którzy są dla mnie oparciem. I to daje mi spokój, który naturalnie przenosi się na muzykę. Nie miotam się już, nie szukam miejsca. Znam swoje miejsce.

Co dają Ci kameralne koncerty w mniejszych miastach?

To dla mnie powrót do początków. Pochodzę z Łomży i pamiętam, jak ważne były dla mnie koncerty, kiedy byłam młoda.

W mniejszych miastach ludzie bardziej doceniają takie wydarzenia. Jest więcej wdzięczności, więcej uważności. W dużych miastach rynek jest przesycony, prawie nic juz na ludziach nie robi wielkiego wrażenia.

Ja jadę do mniejszych miast, tak jakbym jechała trochę do siebie sprzed lat. Do ludzi takich jak ja wtedy. I wiem, że się nie zawiodę. I sie nie zawodzę!

„Chciałam stworzyć piosenkę uniwersalną. Taką, która może być pierwszym tańcem na weselu.”

Czego najbardziej chcesz pilnować w swoich dalszych planach?

O ciekawość jestem spokojna, bo ją mam. Mam w sobie dobrze zaopiekowaną „małą Martusię” i jej zachwyt życiem.

Natomiast mam problem z utrzymaniem tempa, szczególnie w social mediach. To nie jest dla mnie naturalne.

Przy „Okruchach Złota” pomógł mi bardzo mój zespół socialmediowy z Pawłem Janem Nowakiem na czele i konkretna dyscyplina, którą narzucił. Ale dla mnie to kosztuje dużo energii i czasu, który wolałabym przeznaczyć na tworzenie albo bycie z rodziną.

Więc jeśli czegoś mam pilnować, to właśnie tej obecności, żeby nie znikać na długo z socialmediów.

Karolina Filarczyk

Marika

Notka informacyjna (dla dociekliwych i złośliwych):
Wpisy na blogu powstają na bazie materiałów prasowych otrzymywanych od menedżerów, wytwórni lub samych artystów. Nie są one publikowane metodą „kopiuj / wklej”. Każdy tekst jest czytany, przerabiany i uzupełniany o autorski kontekst. To proces, który wymaga czasu i energii — i dokładnie dlatego te wpisy wyglądają tak, a nie inaczej.

Uwaga: nie publikuję wszystkiego, co trafia do mojej skrzynki. Wybieram tylko projekty, które naprawdę do mnie mówią. Nie piszę dla zasady, dla zasięgów ani nie ścigam się z czasem.

Jestem Karolina!

Cześć, tu Karolina – witaj na KFM.NET.PL!


To miejsce dla tych, którzy muzyki nie tylko słuchają, ale ją czują. Znajdziesz tutaj świeże newsy, szczere wywiady, sumienne recenzje i fotorelacje z koncertów, które pachną pasją i brzmią dźwiękiem gitary.

Witaj w moim muzycznym świecie!


Patronat medialny

Klik!! 🙂

Jeśli lubisz i doceniasz to, co robię – posty, zdjęcia, koncertowe historie – możesz postawić mi kawę. Dzięki takim małym gestom mogę działać dalej i tworzyć jeszcze więcej dobrych treści.


Warto tam być!!




Odkryj więcej z 🎼Karolina Filarczyk Muzykoholicznie 🎶

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej