Z Kamilem Kowalskim znamy się nie od wczoraj. Tym bardziej miło, kiedy przy premierze nowego numeru pamięta o moim małym kramiku zwanym KFM. Lubię takie momenty. To znaczy, że ta relacja działa w dwie strony.
„Panienka” nie jest przypadkową piosenką w jego katalogu. Wiem, że dla Kamila to numer osobisty. I słychać to od pierwszych wersów.
Refren wchodzi od razu. Łatwo go podłapać. Tylko że pod tą chwytliwością kryje się coś znacznie cięższego. „Panienka, gdzie Twoja sukienka?” nie brzmi tu jak żart. To echo słów, które potrafią zostać z człowiekiem na lata. Etykietowanie. Wpychanie w role. Dorastanie pod cudzym spojrzeniem.
Muzycznie to alternatywny pop z energią i wyraźnym hookiem. Kontrast między lekką formą a tematem robi robotę. Najpierw nucisz. Potem zaczynasz słuchać uważniej.
To ostatni singiel przed premierą drugiego albumu „Panienka”, który ma się ukazać 20 marca, dzień przed urodzinami Kamila.
Przypomnę tylko: debiutancki „DOM” powstał z Patrickiem the Panem, a gościnnie pojawiły się tam Natalia Grosiak, Bela Komoszyńska i Natalia Niemen. Festiwale? Great September, NEXT FEST, BrassWood w Operze Leśnej, Śląskie Miraże, Spotlight Music Festival. Do tego supporty dla Natalii Przybysz, Meli Koteluk i The Slow Show. To nie jest start od zera.
Ten numer, to szczerość i odwaga, a nie chce wyjść z głowy. Pamiętajcie jednak, że to nie jest piosenka do słuchania „w tle”. Tu trzeba się zatrzymać i przeanalizować, co Kamil ma Wam do powiedzenia.
A ja nie byłabym sobą, gdybym nie napisała tych kilku zdań. Zwłaszcza jeśli wiem, że to dla niego takie ważne.







