Miał być „legendarny artysta z dawnych lat”, a wyszło… coś zupełnie innego. Coś, co jeszcze buzuje w głowie i sercu. 5 lipca 2025 roku Lionel Richie pojawił się w Atlas Arenie w ramach trasy „Say Hello To The Hits” – i zaserwował wieczór pełen klasy, energii i uroku, którego nie da się podrobić.
Byłam tam. Jako widz. Bez aparatu, bez akredytacji, za to z czystą ciekawością i lekkim dystansem. Przyznaję bez bicia – to był mój pierwszy koncert Lionela Richiego. A znajomość repertuaru? Eee… może cztery piosenki z nazwy. Może. Ale w trakcie koncertu okazało się, że znam ich znacznie więcej – bo to są właśnie te utwory, które zna się „z powietrza”. Z życia. Z radia, filmów, przypadkowych wspomnień.
Sceniczne wejście? Bajka. Trzy ogromne telebimy, światła, ogień, dym – i nagle z mgły wyłania się On. Richie. Z pierwszymi dźwiękami „Hello”. Publiczność oszalała. Ja trochę też.
I powiedzmy to głośno: jak na Pana, który za chwilę dobije do osiemdziesiątki – to absolutnie nie był koncert geriatryczny. Richie z werwą, humorem i luzem, którego może mu pozazdrościć niejeden młodzik. Śpiewał, żartował, rozmawiał z publicznością. Miał z nami kontakt, który nie był sztuczny ani wymuszony – tylko prawdziwy. Aż chciało się odpowiadać, śmiać i śpiewać razem z nim.
Setlista? Jak dobrze zaplanowany rollercoaster. Emocjonalny start, potem coraz większe tempo. „Running With the Night”, „Penny Lover”, „Se La”, „You Are” – każdy kawałek brzmiał świeżo i szczerze. Bez popisywania się, bez udawania młodszego niż jest. Richie po prostu robił to, co potrafi najlepiej: śpiewał i poruszał.
Nie zabrakło też klasyków z czasów Commodores – „Sail On”, „Three Times a Lady”, „Still” – zaśpiewane z ogromnym wyczuciem. I coś dla ciała: „Brick House ” i funkowy medley „Fancy Dancer / Sweet Love / Lady (You Bring Me Up)”. To był moment, w którym cała hala tańczyła. Autentycznie. Od pierwszego rzędu po najwyższe trybuny.
Kulminacyjny punkt? Wspólne „We Are the World”. Miałam ciarki. Serio. A potem jeszcze „Truly”, „Endless Love” – klasyki, które nie potrzebują fajerwerków, żeby rozłożyć człowieka na emocjonalne łopatki.
Na bis? No jasne – „All Night Long (All Night)”. Taniec, śmiech, radość. Atlas Arena zamieniła się w wielki parkiet. A Lionel? Jak kapitan rejsu, który nie chce kończyć tej podróży. I my też nie chcieliśmy.
Nie oczekiwałam aż tyle. A dostałam wieczór, który zostanie ze mną na długo. Richie zagrał nie tylko swoje przeboje. Zagrał nasze wspomnienia. I zrobił to z taką klasą, że trudno o lepszy wieczór.











![[FOTO] Strefa Intymna – koncert premierowy albumu „Oczekiwania” w Fabryce Norblina](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/04/Strefa-Intymna-Fabryka-Norblina-07.04.26-017-fot.KarolciaKadruje-KarolinaFilarczyk-1-e1775678449713.jpg)









































