To był mój pierwszy koncert imersyjny na taką skalę. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale finał IMMERSIVE VOICE LAB przyniósł świetne show i sporo emocji.
W najnowszy projekt Karo Glazer poszłam w ciemno. Pisałam o niej na blogu już kilka razy i wiedziałam, że warto jej zaufać. Czym innym było jednak czytanie o koncercie imersyjnym, a czym innym znalezienie się w samym środku dźwięku.
IMMERSIVE VOICE LAB odbył się 5 i 6 września w siedzibie Katowice Miasto Ogrodów. Pierwszego dnia uczestnicy pracowali z głosem, przestrzenią i nowymi technologiami. Drugiego dnia odbył się finałowy koncert z ich udziałem. Występ został również zarejestrowany przez ekipę foto-wideo, dlatego z niecierpliwością czekam na efekt.
Publiczności nie było wiele. Osoby siedzące najbliżej sceny to głównie uczestnicy warsztatów, którzy później wzięli udział w występie. Dzięki temu koncert miał kameralny charakter.
Nad sceną wisiały mikrofony, obok stały instrumenty i sprzęt elektroniczny. Do tego dym, mocne światła i lustrzana kula. Całość wyglądała dobrze, jednak najważniejszy był dźwięk. Dochodził z różnych stron i pozwalał inaczej usłyszeć głos, rytm oraz kolejne warstwy muzyki.














Karo Glazer idealnie pasuje do takiego projektu. Jej hipnotyzujący głos bardzo dobrze odnalazł się w tej przestrzeni. Technologia go nie przykryła, tylko pokazała jego różne możliwości. Owszem nie obyło się bez drobnych wpadek, ale z perspektywy czasu, to już sama nie wiem, czy to potknięcie, czy tak miało być…
Nie był to koncert z tradycyjną listą piosenek. Wymagał skupienia i otwartości na mniej oczywistą formę. Dla mnie właśnie to było w nim najciekawsze. Chętnie wybrałabym się na podobne wydarzenie ponownie. Szkoda, że w Polsce tak rzadko organizowane są projekty pokazujące muzykę z innej strony i wykorzystujące dźwięk imersyjny na większą skalę. Ten wieczór pokazał, że warto po nie sięgać i poznawać nowe oblicza dźwięków.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.