Ania Sama wraca z EP-ką „Hipnoza” – mini albumem o relacji, która najpierw wciąga, a później zaczyna mocno komplikować codzienność.
Z Anią znamy się już od jakiegoś czasu i bardzo dobrze obserwuje mi się jej muzyczne poczynania. Jest w jej twórczości dużo czułości, ale bez przesadnego rozczulania się nad sobą.
„Hipnoza” opowiada o zakochaniu, które wymyka się spod kontroli. Jest tu sporo o fascynacji, namiętności, zagubieniu i próbie odzyskania równowagi, kiedy człowiek orientuje się, że trochę za bardzo zapędził się w relację. Do tego walka ze sobą, pogodzenie z własnymi decyzjami i ten moment, w którym trzeba uczciwie spojrzeć na to, co się wydarzyło. Znajome uczucia? Dla mnie aż za bardzo…
Za muzyczną stronę projektu odpowiada Jędrzej Wołk – producent, inżynier nagrań i miksu, kompozytor, autor tekstów oraz multiinstrumentalista. Znany jest między innymi z zespołów Szysz i deszcze, a prywatnie przyjaźni się z Anią.
Ania Sama zadebiutowała w 2021 roku albumem „Śnienie”, a trzy lata później wydała EP-kę „Cztery pokoje”. Teraz wraca z „Hipnozą”, domykając kolejny etap swojej twórczości.
Wokalistka ma za sobą współprace między innymi z Patrickiem the Panem, Olgą Czyżykiewicz i Darią ze Śląska, a także koncerty w Radiu Lublin, Radiu Rzeszów i Radiu Kraków. Wyróżniają ją charakterystyczny głos, celne teksty i altpopowe melodie, które zostają w pamięci.
Jeśli lubicie alt pop z emocjami podanymi blisko, ale bez przesadnego dramatyzowania, „Hipnoza” Ani Samej jest EP-ką, przy której warto zatrzymać się na dłużej.

