Kilka tygodni temu pisałam o dwóch pierwszych singlach Tchorsky’ego. „Tu i Teraz” mówiło o zatrzymaniu się na chwilę i życiu bardziej świadomie. „Kogoś, Kto” dotykało samotności i potrzeby bliskości. Teraz przyszedł czas na trzeci rozdział tej historii.
„Film” to rockowa ballada o pożegnaniu i zamykaniu pewnego etapu. Utwór prowadzi słuchacza przez emocje związane z końcem relacji, od smutku i rozczarowania po próbę pogodzenia się z tym, co już minęło.
Słuchając kolejnych premier Tchorsky’ego mam wrażenie, że obserwujemy artystę, który krok po kroku buduje własny świat. Nie próbuje gonić trendów. Zamiast tego konsekwentnie rozwija kierunek wyznaczony przez pierwsze dwa single. Nadal słychać tu zamiłowanie do gitarowego grania i emocji zamkniętych w prostych, zrozumiałych historiach.
Dobrze patrzy się na rozwój artysty, który nie zatrzymuje się po pierwszym czy drugim utworze. W przypadku Tchorsky’ego każda kolejna premiera wygląda jak następny odcinek większej opowieści. Jedne numery są bardziej przebojowe, inne bardziej refleksyjne, ale wszystkie składają się na obraz muzyka, który wie, dokąd chce iść.
Trzy single w kilka miesięcy pokazują przede wszystkim konsekwencję. A to często jest ważniejsze niż chwilowy rozgłos. Patrząc na tempo pracy Tchorsky’ego można odnieść wrażenie, że jego muzyczna droga dopiero się rozpędza i nic nie wskazuje na to, żeby miał zwolnić.
Jeżeli poznaliście już „Tu i Teraz” oraz „Kogoś, Kto”, „Film” jest naturalnym kolejnym krokiem. A jeśli dopiero trafiliście na Tchorsky’ego, to dobry moment, żeby zacząć śledzić jego rozwój od samego początku.






