„Nomen Omen” Fobii to ten rodzaj albumu, który wymaga, żeby na moment usiąść, odłożyć resztę świata na bok i pozwolić sobie wejść w trochę ciemniejszy rejon własnej głowy.
Fobia to trójmiejski zespół, który porusza się między alternatywnym rockiem, post-metalem i cięższym graniem. Już sam opis albumu prowadzi w stronę lęku, napięcia, bezsenności i walki z tym, co człowiek nosi w sobie, choć najchętniej zostawiłby to za drzwiami. I na tej płycie to naprawdę czuć…

„Nomen Omen” nie brzmi jak przypadkowy zbiór numerów. To materiał ułożony w jedną opowieść. Jest duszno, nerwowo i momentami ciężko. Fobia buduje własny świat. Ciemny, zamknięty, trochę teatralny. Mam jednak jedno „ale”…
Wokal bywa dla mnie lekuchno za łagodny wobec tego, co dzieje się w muzyce i tekstach. Nie chodzi o to, że jest słaby. Nie jest. Ma charakter, jest prowadzony świadomie i pasuje do estetyki zespołu.
Muzyka idzie w mrok, teksty też – a wokal chwilami zostaje jakby pół kroku obok. Bardziej opowiada o napięciu, niż sam się od niego rozsypuje. Przy takiej płycie chciałabym, żeby głos czasem mocniej podrapał. Żeby mniej pilnował formy, a bardziej bolał.
„Nomen Omen” warto sprawdzić. To płyta dla tych, którzy lubią cięższe, ciemniejsze i mniej oczywiste granie. Fobia zrobiła album spójny, duszny i bardzo swój. Może nie wszystko uderza jeszcze z taką siłą, z jaką mogłoby, ale jest tu pomysł, kierunek i wyraźna tożsamość. A to już naprawdę dużo…
![[MOIM ZDANIEM] Fobia i „Nomen Omen”. Ciemna płyta, która mogłaby mocniej zaboleć głosem](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/05/ce658dcc-f2e8-46cd-9f03-5ab04b60b097.png)







Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.