Są rzeczy w Internecie, które mijają szybciej niż zdążysz zrobić kawę. I są też takie, które niby niepozornie – rozwalają system!
„Diss na raka” Łatwogangu to ten okaz właśnie. Stream, jedna piosenka odpalana w kółko i zbiórka dla Fundacji Cancer Fighters. Bez wielkiej otoczki, bez planu na wielką akcję. 9 dni streamu. Ludzie, którzy przyszli z ciekawości i zostali na godziny. Wpłaty, które zaczęły się sumować szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. I licznik, który przebił granicę, przy której przestajesz myśleć o tym jak o „internetowej akcji”.
Dziś to już ponad 113 000 000 zł.
Zasada jest prosta: wpłacasz i pomagasz. Pieniądze trafiają do Fundacji Cancer Fighters, czyli tam, gdzie za tym wszystkim stoją konkretni ludzie i konkretne historie.
I gdzieś w tym wszystkim jestem też ja. Wpłaciłam. Skromnie. Bez robienia z tego wydarzenia. Po prostu uznałam, że skoro o tym piszę, to chcę też dołożyć swoją część. Tyle.
Bo tu nie chodzi o to, kto ile da. Chodzi o to, że tych „ileś” jest nagle bardzo dużo. I że z tego robi się coś, co realnie pomaga.
Najmocniejsze w tej akcji nie są nawet liczby, choć robią wrażenie. Bardziej to, jak naturalnie to wszystko się rozlało. Ktoś zaczął, inni podchwycili, kolejni dorzucili swoje i nagle powstała społeczność, która działa bez większego planu, ale z jasnym celem.
I to działa!!!!
Jeśli chcesz dołożyć swoją część, możesz to zrobić tutaj:
https://www.siepomaga.pl/wplata/4DS5q7eQ
Nie wszystko w Internecie jest warte uwagi. Ta akcja zdecydowanie jest.








