Głos Kasi Moś to gwarancja najwyższej jakości. Tego właściwie nie trzeba już nikomu tłumaczyć. Kiedy pojawia się w utworze, wiadomo, że będzie to coś dobrego i mocnego.
„Półprawda” to kolejna piosenka, której nie da się odtworzyć raz i zapomnieć. Wchodzi w głowę. Kasia Moś i Karolina Lyndo tworzą tu połączenie niemal wymarzone. Ich głosy spotykają się naturalnie, bez wyraźnej rywalizacji i „gwiazdorzenia”.
Historia tego duetu zaczęła się dość zwyczajnie. Najpierw były social media, interpretacje utworów Kasi w wykonaniu Karoliny i wzajemna sympatia z daleka. Później pojawił się Mateusz Krautwurst (o którym niedawno pisałam), studio i „Półprawda”. Kiedy Kasia usłyszała utwór, pomysł na duet przyszedł szybko. Karolina się zgodziła, choć podobno pierwsze minuty po telefonie były dla niej lekkim szokiem. Trudno się dziwić.
Sam utwór mówi o relacji, która nie znosi obojętności. O tym, co dzieje się, kiedy ludzie przestają naprawdę siebie widzieć. Jest też o powrocie do siebie, o zmianie i o tej części człowieka, której nie da się już grzecznie schować pod dywan.
„Półprawda” nie jest lekką piosenką do tła. To numer, który potrzebuje chwili. Bardzo chciałabym usłyszeć go na żywo, bo mam przeczucie, że wtedy może jeszcze głębiej wejść pod skórę.








