[ROZMOWA] Strefa Intymna o „Oczekiwaniach”, emocjach i muzyce bez oceniania

„Oczekiwania” to album, który objęłam swoim patronatem, więc tym bardziej cieszę się, że mogłam zajrzeć trochę głębiej w świat Strefy Intymnej. To rozmowa o emocjach, relacjach i samotności, ale bez przesady i sztucznego dramatyzmu. Jest o tym, co niewypowiedziane potrafi zrobić między ludźmi, o wrażliwości, która nie potrzebuje krzyczeć, i o muzyce, która ma po prostu być blisko człowieka

Strefa Intymna brzmi jak projekt bardzo osobisty. Co chcieliście powiedzieć tym duetem, czego nie dałoby się powiedzieć w żadnym innym składzie?

Nasz przekaz jest następujący: słuchaczu, nie jesteś sam. Wszyscy przechodzimy różne kryzysy i najgorsza wtedy jest samotność. W naszej muzyce nikogo i niczego nie oceniamy. Mówimy, jak jest – są kłótnie, rozstania i powroty, ale też tęsknoty, nadzieje i rozczarowania. Życie nie jest czarno-białe, ono mieni się paletą barw, z którą eksperymentujemy w naszych piosenkach. I warto wtedy, by ktoś przy Tobie był, albo muzyka kogoś, kto przeżył coś podobnego.

„Oczekiwania” to tytuł, który od razu uruchamia sporo skojarzeń. Bardziej chodzi tu o oczekiwania wobec siebie, wobec drugiej osoby czy wobec życia w ogóle?

Wszystkie te odpowiedzi są prawdziwe. Zauważyliśmy, że oczekiwania, często te niewypowiedziane, potrafią sporo napsuć między ludźmi. Ktoś czegoś oczekuje, ten drugi o tym nie wie, nie domyśli się i zaczyna się karuzela nerwów. A jeśli jest nakręcana przez kilka lat, to może się rozwalić z hukiem. Oczekiwania rodziców wobec dzieci to też temat, który poruszyliśmy w „Kołysance”. Nie oceniamy, że oczekiwania są złe same w sobie, bo każdy z nas jakieś ma. Jednak zwracamy uwagę, że należy mierzyć siły na zamiary i przede wszystkim być ostrożnym w słowach, a może nawet w myślach.

Ta płyta układa się w jedną większą historię czy traktujecie ją raczej jak zbiór osobnych emocji i doświadczeń?

Tekstowo piosenki Strefy Intymnej to spacer po wyobraźni: od dzieciństwa i relacji rodzic – dziecko, przez dojrzewanie i wchodzenie w dorosłość, aż po rodzicielstwo. Utwory SI to wszystko, z czym obecnie mierzy się pokolenie millenialsów, które zorientowało się, że to teraz ono jest tym odpowiedzialnym – za siebie i innych.

„Życie nie jest czarno-białe, ono mieni się paletą barw.”

Tomku, ja mam Cię w głowie też z LARK, czyli z grania dużo mocniejszego, bardziej surowego i bezpośredniego. W Strefie Intymnej ten ciężar ustępuje miejsca większemu spokojowi i emocjonalnej miękkości. Skąd u Ciebie takie rozpięcie między jednym światem a drugim? To dwie różne muzyczne potrzeby czy po prostu dwie strony tego samego temperamentu?

Tomek: Tak, spotkaliśmy się kiedyś w klubie Progresja przy okazji koncertu LARK, gdzie gitary mam nastrojone niżej, gram na nich głośniej i więcej macham czupryną. Absolutnie w LARK jestem sobą i w SI jestem sobą. Każdy człowiek ma momenty wybuchu emocji i momenty na refleksję. Mam tę umiejętność, że potrafię technicznie odnaleźć się w wielu muzycznych stylistykach i dzięki temu mogę całą paletę moich emocji przekazywać w muzyce. Zawdzięczam to pracy w musicalu, ale także pracy jako producent muzyczny. Kilka miesięcy temu grałem koncert z poezją Agnieszki Osieckiej w Arkadach Kubickiego, w Zamku Królewskim w Warszawie. Zbiegłem ze sceny o 20:40, w samochodzie szybko zrzuciłem białą koszulę i garnitur, i ubrałem koszulkę Iron Maiden. W tym stroju spakowałem gitary ze sceny i pobiegłem na Stadion Narodowy na koncert moich idoli z dzieciństwa. Zdążyłem na trzecią piosenkę. Publiczność z koncertu w garniturach patrzyła na mnie z uśmiechem na parkingu. Taki już jestem.

W „Oczekiwaniach” jest sporo emocji, ale nie ma przesady ani sztucznego dramatyzmu. Jak znaleźć taki punkt, w którym utwór nadal jest szczery, ale jeszcze nie wpada w zbytnią dosłowność?

Dosłowność to coś, czego raczej unikamy w sztuce zarówno jako odbiorcy, jak i twórcy. Zależy nam, by każdy odnalazł w tych piosenkach swoje historie i zbudował z nimi relacje. Recepty na idealne wyważenie szczerości w tekście nie mamy, ale każdy tekst przepuszczamy przez filtr naszych emocji i naszej wrażliwości, co jak dotąd nas jeszcze nie zawiodło. To trochę jak w miłości. Wiemy, że każdy człowiek, którego poznamy, będzie miał zalety, które chcemy widzieć, ale też wady, których nie widzimy, przynajmniej na początku. Więc odnajdujemy w tym człowieku spełnienie swoich oczekiwań, choć wiemy, że nie ma ludzi idealnych. Dlatego niech każdy słuchacz znajdzie w tych piosenkach swoje historie, z ich wadami i zaletami. Oczekiwania jednak są takie, że będzie więcej zalet.

Na płycie pojawiają się goście. Jak dobieraliście te osoby i co każda z nich realnie wniosła do tego materiału poza samą obecnością w creditsach?

Każda z tych osób wniosła między nas świeżość i wiarę w naszą muzykę. Z każdym gościem specjalnym przyjaźnimy się też poza sceną i to było nasze główne kryterium zapraszania gości do Strefy Intymnej. Drugim kryterium było oczywiście to, jak wpasuje się on w piosenkę. Mamy jeszcze wielu muzycznych przyjaciół i nie zawahamy się ich zapraszać do współpracy w przyszłości. A na naszych koncertach w całej Polsce będzie można usłyszeć lokalnych artystów, bo po tylu latach na scenie muzycznej mamy naprawdę mnóstwo znajomych, co jest bardzo budujące.

„Słuchaczu, nie jesteś sam.”

Gdybyście mieli wskazać jeden utwór z „Oczekiwań”, od którego najlepiej zacząć poznawanie Strefy Intymnej, to który numer wybralibyście dziś i dlaczego właśnie ten?

Kolejność na płycie nie jest przypadkowa. Zaczyna się od „Martini”, które jest historią początku znajomości. Tych motyli w brzuchu i niepewności związanej z tym, kto zrobi pierwszy krok. Zapraszamy więc do „Martini” i wierzymy, że naturalnie wysłuchacie po kolei całej historii „Oczekiwań”, Wy, drodzy słuchacze. A jak dobrniecie do ostatniej piosenki i uznacie, że Wam się podobało, to zostawcie jakiś ślad w naszych mediach, bo to Wy realnie wpływacie i nadajecie sens naszej działalności.

Notka informacyjna (dla dociekliwych i złośliwych):
Wpisy na blogu powstają na bazie materiałów prasowych otrzymywanych od menedżerów, wytwórni lub samych artystów. Nie są one publikowane metodą „kopiuj / wklej”. Każdy tekst jest czytany, przerabiany i uzupełniany o autorski kontekst. To proces, który wymaga czasu i energii — i dokładnie dlatego te wpisy wyglądają tak, a nie inaczej.

Uwaga: nie publikuję wszystkiego, co trafia do mojej skrzynki. Wybieram tylko projekty, które naprawdę do mnie mówią. Nie piszę dla zasady, dla zasięgów ani nie ścigam się z czasem.

Jestem Karolina!

Cześć, tu Karolina – witaj na KFM.NET.PL!


To miejsce dla tych, którzy muzyki nie tylko słuchają, ale ją czują. Znajdziesz tutaj świeże newsy, szczere wywiady, sumienne recenzje i fotorelacje z koncertów, które pachną pasją i brzmią dźwiękiem gitary.

Witaj w moim muzycznym świecie!


Patronat medialny

Koncertowy kwiecień w klubie Falcon

Jeśli lubisz i doceniasz to, co robię – posty, zdjęcia, koncertowe historie – możesz postawić mi kawę. Dzięki takim małym gestom mogę działać dalej i tworzyć jeszcze więcej dobrych treści.


Warto tam być!!



Odkryj więcej z 🎼Karolina Filarczyk Muzykoholicznie 🎶

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej