Wieczornik opowiada swoje historie tak, że człowiek wchodzi w nie tak, że jakoś nie ma potrzeby się wyrywać na przód. Najpierw są żywioły i próba ogarnięcia chaosu, potem „Leśny” jako takie pierwsze drzwi do ich świata, a chwilę później instrumenty z muszli, kamieni i… kuchni. W tej rozmowie sprawdzam, co było od początku zaplanowane, co ułożyło się po drodze i w którym momencie kończy się „muzyka”, a zaczyna „eksperyment” — albo na odwrót
Wieczornik buduje swoje utwory wokół żywiołów. To był plan od początku czy coś, co samo się ułożyło po drodze?
Paulina Frąckowiak (zespół Wieczornik): Klucz „żywiołowy” to jeden z możliwych, które można tu przyjąć, by zaspokoić ludzką potrzebę porządkowania, opisywania i segregowania. To nie był podział planowany, objawił się po drodze, gdy materiał był już gotowy. W materiale na płytę „Równoległoświaty” poruszamy się po nieustannie przeplatających się różnych obszarach ludzkiej egzystencji i rzeczywistości, m.in. po czasie kołowym, cyklach pór roku oraz życia-śmierci-życia, do których można poszczególne żywioły przypisać. Tych dychotomii, triad i czwórek można jednak dostrzec tu więcej i, poznając nasz repertuar, można się zabawić w ich tropienie.
„Leśny” jest spokojniejszy, bardziej skupiony. To wasz naturalny stan, czy raczej potrzeba zatrzymania się na tym etapie pracy nad płytą?
„Leśny” to jeden z naszych pierwszych utworów, który obok piosenki „Wieczornik” jest zaproszeniem do naszego świata przedstawionego. Rozpoczyna się od słów: „Wsłuchaj się, czy usłyszysz głos… – za nim idź”. Oba te utwory otwierają i koncerty, i płytę, dobrze oddając to, do czego zachęcamy – wniknięcia w siebie i w naturalne rytmy, wraz z którymi się poruszamy, choć często o tym zapominamy. Jeśli chodzi o potrzeby na obecnym etapie pracy, to możemy pozwolić sobie jedynie na króciutkie przystanki na wzięcie oddechu, bo jesteśmy na ostatniej prostej przed lutową premierą płyty oraz koncertami performatywnymi w Teatrze Polskim w Poznaniu, które będą jej towarzyszyć. Bardzo gorąco na nie zapraszam, bo są urzeczywistnieniem wizji, która dojrzewała we mnie dość długo i wyewoluowała w plan unikalnego połączenia muzyki Wieczornika z teatralnymi środkami wyrazu oraz ideą shinrin yoku, czyli kąpieli leśnych. Sama jestem ciekawa, co z tego wyniknie, ale na pewno coś specjalnego i unikalnego. Mamy więc teraz czas pracowity, gęsty i gorący, ale przecież trwa zima, ostatnio długo wszystko spowijał i spowalniał śnieg, także i nasz proces przebiega w miarę możliwości z uwzględnieniem tych zewnętrznych warunków.
Używacie nietypowych dźwięków i instrumentów. Skąd wiadomo, że to jeszcze muzyka, a nie już eksperyment dla samego eksperymentu?
Moja ulubiona definicja muzyki to taka: muzyką jest wszystko, co za nią uważasz – decyzję pozostawiam więc każdemu słuchaczowi z osobna. Do odejścia od trzymania się opanowanych już instrumentów, czy instrumentów muzycznych w ogóle, zachęcił mnie Jacek „Budyń” Szymkiewicz słowami: „graj na czymkolwiek, na kiju od szczotki”. Zresztą od dzieciństwa muzykę słyszałam w odgłosach przyrody albo sprzętów AGD. To wyzwalające, znacznie powiększające zakres poszukiwań sonorystycznych, a w Wieczorniku jesteśmy tak blisko przyrody, że naturalne jest poszerzanie brzmień tradycyjnych instrumentów muzycznych o takie, jak muszle, kamienie, naszyjniki, a także o instrumenty ludowe z różnych kręgów kulturowych. Na płycie gościnnie pojawią się m.in. Prahumira, czyli Kasia Fiebiger, i Mieszko Nowacki, którzy wykorzystują instrumentarium ze świata relaksacji i terapii dźwiękiem, oraz Mandar Purandare, muzyk pochodzący z Indii. Do zabawy przyłączył się też nasz gitarzysta, Łukasz Świętek, który odpowiada za miksy na naszej płycie. Czasem dorzucał do nich odgłosy w stylu kropel pryskających z rozgrzanej płyty grzewczej czy inne tajemnicze domowe dźwięki. Z kolei nasza wiolonczelistka, Agnieszka „Kova” Kowalczyk, w swojej autorskiej muzyce używa często loopera, natomiast w Wieczorniku bez niego uzyskuje bliskie elektronicznym efekty, stosując rozszerzone techniki wykonawcze.
Teksty w waszych utworach są bardzo obrazowe, ale nie dosłowne. Jak wygląda moment, w którym wiecie, że tekst jest już „gotowy” i nie trzeba go dopowiadać?
Wieczornikowe teksty to wyjątkowy dział mojej twórczości słownej, moje najbardziej malarskie, abstrakcyjne i intuicyjne słowa. Najnaturalniejsza i najprostsza dla mnie sytuacja to taka, gdy sama równolegle piszę muzykę i słowa, tutaj natomiast miałam zadanie, które nazywam „tetrisem”, czyli dostałam gotowe melodie, do których miałam podłożyć sylaby. Czasami to właśnie taka matematyczna, kombinacyjna zabawa, która nie jest moim ulubionym sposobem tworzenia, ale w tym wypadku pisało mi się gładko i od ręki, jak nigdy. Szymon Siwierski przysyłał mi swoje fortepianowe szkice, a ja bez trudu znajdowałam komplementarne do nich słowne pejzaże. Tekst jest gotowy, gdy mam poczucie, że emocja, stan, myśl czy historia, którą chciałam przekazać, jest zawarta w wersach, no i kiedy nic nie zgrzyta i nie uwiera. Z czasem nauczyłam się też chyba słuchać podpowiedzi z ciała. Gdy przechodzi dreszcz od stóp do głowy i drgam radośnie, niemal do łez, to wiem, że mam to.
„Gdy przechodzi dreszcz od stóp do głowy (…) to wiem, że mam to.”
„Równoległoświaty” zapowiadają się jako album wymagający uważności. Dla kogo piszecie tę płytę – dla słuchacza czy najpierw dla siebie?
Jedno i drugie. Jesteśmy przecież częścią kolektywu. Kolektywu, który zmęczony już jest social mediami, gonitem z algorytmami, który szybko też nasycił się sztuczną inteligencją. Uważność to słowo odmieniane przez przypadki od lat, chyba każdy słyszał, czytał, próbował. Ludzie mają coraz większą świadomość, jak działają na nich te miriady bodźców i poszatkowane treści oraz że antidotum na to jest właśnie ta osławiona uważność. Liczę więc, że nie zabraknie osób, które będą chciały zanurzyć się w tych naszych przestrzeniach i przesłuchać płytę od początku do końca. Z koncertów wiemy, że ma ona potencjał relaksacyjny, czy nawet medytacyjny.
Teledyski są u was mocno dopracowane wizualnie. Na ile obraz jest dodatkiem do muzyki, a na ile jej równorzędnym partnerem?
Do tej pory zrealizowaliśmy jeden lyric video, który zrobił dla nas Kacper Szymański, oraz ostatnio teledysk. Dzięki finansowaniu od Miasta Poznań mogłam zaprosić do jego stworzenia pięknych artystów: reżyserkę Annę Stachurkę, która wymyśliła historię i przeprowadziła ją od początku do końca, Łukasza Łukasiewicza – właściciela jednej z moich ulubionych par oczu, który tutaj był operatorem kamery i autorem zdjęć, Bartka Dopytalskiego – wspaniałego tancerza i choreografa, który na planie dał z siebie wszystko i wszedł w proces totalnie, zadziwiając mnie swoim oddaniem sprawie i kreatywnością. Obok niego w klipie zagrała nasza wokalistka, Ola Samelczak, która na co dzień jest przede wszystkim aktorką, więc profesjonalistkę mieliśmy już w naszych szeregach. Mnie przypadł tajemniczy i niejednoznaczny epizod – coś, co jakiś czas spontanicznie mi się przytrafia i bardzo mi się to podoba. Odpowiadając już natomiast na pytanie, to w tym wypadku forma filmowa nie tyle odzwierciedlała to, co dzieje się w muzyce i słowach „Leśnego”, co raczej snuła własną opowieść, inspirowaną luźno piosenką, stając się bohaterem równorzędnym.
„Graj na czymkolwiek, na kiju od szczotki.”
Gdyby ktoś trafił na Wieczornik zupełnie przypadkiem, bez kontekstu żywiołów i konceptów – od czego najlepiej zacząć słuchanie waszej muzyki?
Na płycie celowo nie chcemy narzucać tych kontekstów i konceptów, rzucając tylko tytułowe hasło „Równoległoświaty” i pozwalając słuchaczowi poruszać się po nich w zgodzie ze swoją percepcją, doświadczeniem i potrzebami. Dobrym początkiem będą chyba te właśnie utwory, które wybraliśmy na otwarcie, czyli wspomniane już „Wieczornik” i „Leśny”, będące swoistymi wizytówkami naszego podejścia do materii dźwiękowo-słownej i tego, czego można pomiędzy nimi i obok nich szukać. Mam nadzieję, że zachęcą one do głębszego wejścia w te nasze „równoległoświaty” i eksplorowanie innych odcieni i emocji, bo nasza twórczość to nie tylko łagodne granie i poetyczne głaskanie. Bywa też surowo, mrocznie, niepokojąco, radośnie, energetycznie, gniewnie etc. Serdecznie zapraszamy do przeżycia całego materiału – i na płycie, i podczas premierowych koncertów performatywnych.
Karolina Filarczyk
![[ROZMOWA] Wieczornik o „Równoległoświatach”, żywiołach i dźwiękach spoza instrumentarium](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2026/01/Wieczornik_poziomo_fot.-Anna-Stachurka-2048x1152-1.png)






