Z Shandy & Evą znamy się od lat. To ten typ relacji, w której nie muszę sprawdzać, „co tam nowego”, bo zwykle i tak jestem na bieżąco – czy to w studiu, czy na koncertach, kiedy tylko logistyka życia pozwala. Dlatego ich najnowszy singiel „Szary Sweter” był dla mnie naturalnym przystankiem w codziennym chaosie. I od razu mówię: fajnie jest znowu usłyszeć je w tej formie.
To propozycja jesienno-zimowa, ale z twistem – bo ta historia o tęsknocie, rozstaniu i refleksji nad tym, co się kończy, płynie w karaibskich, ogrzewających rytmach. Niby chłód za oknem, a w słuchawkach czuć słońce. Taka mieszanka, którą Shandy & Eva mają w DNA i którą robią po prostu dobrze.
Dziewczyny wróciły tu do współpracy z Agnieszką Burcan i Pawłem Radziszewskim – ekipą, z którą stworzyły zeszłoroczną płytę „Tylko Ty”. Ten powrót słychać: wszystko jest spójne, lekkie, dopieszczone. Po raz pierwszy pojawia się też bas Anny Pawłowskiej. I powiem wprost – bardzo trafiony pomysł. Jej gra dodaje tej piosence miękka, flotującego fundamentu, dzięki któremu „Szary Sweter” łatwo zapętlić na parę godziny.
Niby prosta historia o zagubionym swetrze, a robi się z tego ładna opowieść o tym, co nam czasem ucieka szybciej, niż jesteśmy w stanie zauważyć. Shandy & Eva znów przemyciły emocje bez nadęcia, w swoim stylu, a ja – tradycyjnie – z przyjemnością podrzucam Wam ich nowości. Bo dobre rzeczy warto podawać dalej.






