O Remigiuszu Kuźmińskim można powiedzieć jedno: facet ma w CV więcej muzycznych specjalizacji niż przeciętny polski artysta widział odznak w całej karierze. Jazz, klasyka, wokalistyka, dyrygentura – w obu światach czuje się jak u siebie. Do tego dyplomy z Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, wcześniejsza edukacja w Inowrocławiu… solidna szkoła, która faktycznie słychać w tym, co robi. Na co dzień związany z Bydgoszczą, ale koncertowo krąży po całej Polsce.
Jego najnowszy singiel „Życie to krótki film” to projekt, przy którym zebrała się ekipa z najwyższej półki: Remigiusz na wokalu, Andrzej i Tomasz Lampert odpowiadający za muzykę, tekst, aranż i warstwę instrumentalną, a całość spięta realizacyjnie w MG Studio Bydgoszcz przez Marcina Grzellę. Temat – ciężki, życiowy, osobisty. To hołd dla tych, których już nie ma. Utwór o odchodzeniu, samotności, o pożegnaniach, o tym, że nie ma co odkładać emocji na później. Klimat mocno kojarzy się z Twardowskim, ale bez zbędnych ozdobników – po prostu prosto w klatę.
Sam numer? Wokal ciekawy, zdecydowanie charakterystyczny. Emocjonalny – owszem. Ale to typ brzmienia, który jednych przyciągnie, a innych zostawi z dystansem. Tak to działa, tak bywa.
Życzę Remigiuszowi cierpliwości i siły do dalszej wspinaczki. Bo talent jest, emocje są, warsztat też – teraz tylko konsekwencja i droga na własnych zasadach.






