Są takie płyty, które nie powstają przypadkiem. Muszą dojrzeć razem z artystą, a potem uderzają słuchacza pełnią emocji. Taki właśnie jest Obłęd — najnowszy album Patrycji Markowskiej. Album, na który – jak sama przyznaje – czekała całe życie. I w końcu nadszedł ten moment.

Markowska zrzuca z siebie skórę wygodnego pop-rocka, w którym czuliśmy się z nią dobrze przez lata. Zamiast kolejnej radiowej przebojowości dostajemy 11 utworów pełnych odwagi, sensualności i ryzyka. Tu puls klubowych bitów ściera się z żywym, organicznym graniem. Elektronika sąsiaduje z gitarowym mięsem, a całość oddycha naturalnością dzięki nagraniom „na setkę”. Bez studyjnego szlifowania, bez asekuracji. Tak powstają płyty, które się pamięta.
Już otwierające Miłość Wiara Nadzieja pokazuje kierunek — jest świeżo, tanecznie, ale nie infantylnie. Dalej Ślady i Karminowy pociągają za sobą emocjonalny ładunek, którym artystka dosłownie zalewa słuchacza. Tytułowy Obłęd — manifest zakochania na granicy szaleństwa — aż kipi od chemii i energii, która unosi się nad całą płytą. I tak jest do samego końca.
Patrycja pokazuje tutaj nie tylko wokalną klasę, ale też dojrzałość emocjonalną. Teksty są intymne, czasem wręcz bolesne, ale nigdy banalne. Słychać tu kobietę, która nie boi się mówić o uczuciach bez lukru, ale i bez desperacji.
W warstwie muzycznej czuć inspiracje współczesnym brzmieniem, ale wszystko to podane jest z wyczuciem i – co najważniejsze – własnym charakterem. To nie jest ślepe gonienie za trendami, to naturalna ewolucja.
Obłęd nie jest płytą dla wszystkich. To materiał, który wymaga od słuchacza wejścia w emocje i pozwolenia sobie na odrobinę szaleństwa. Ale jeżeli się na to odważycie, dostaniecie album, który na długo zostanie z Wami. I dokładnie o to w muzyce chodzi.
![[MOIM ZDANIEM] Patrycja Markowska – „Obłęd”. Kiedy dojrzałość spotyka odwagę](https://kfm.net.pl/wp-content/uploads/2025/05/markowska-2025.jpg)






Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.