Muzyka Mikołaja Tchorzewskiego, czyli Tchorsky’ego, pojawiała się już u mnie na blogu, a podczas Great September mieliśmy okazję dłużej porozmawiać. Ostatnio pisałam o „Zapachu Lata”, który usłyszałam przedpremierowo w Radiu Kielce, teraz oddaję głos jego autorowi.
Rozmawiamy o przejściu od grania na gitarze do śpiewania własnych piosenek, strachu przed ich pokazaniem i pracy, która zaczyna się po wyjściu ze studia. Jest też historia tekstu napisanego w autobusie i zapowiedź debiutanckiej EP-ki.
Zapraszam do lektury.
Mikołaj, podczas Great September mieliśmy okazję dłużej porozmawiać. Twoje piosenki znałam już wcześniej, ale zacznijmy od tego, co było przed nimi. Jak wyglądała Twoja muzyczna droga, zanim zacząłeś działać jako Tchorsky?
Tchorsky: Rozmowa z Tobą podczas festiwalu była bardzo miła, dziękuję! Na gitarze gram od brzdąca – rodzice wysłali mnie na zajęcia do pobliskiego ośrodka kultury, kiedy miałem 7 lat. Uczyłem się tam grać klasycznie, od hiszpańskich kompozycji przez Bacha po współczesne standardy. Na początku gimnazjum udało mi się wybłagać u rodziców gitarę elektryczną. Grałem w garażowym zespole coverującym m.in. już wtedy mój ukochany Pearl Jam. Wtedy też zacząłem brzdąkać i komponować pierwsze piosenki, zainspirowany sceną Seattle, Led Zeppelin i Pink Floyd. W tamtym czasie mój nauczyciel gitary założył Orkiestrę Gitarową, z którą graliśmy koncerty, pełniłem rolę jednego z dwóch solistów. Po ukończeniu liceum ze swoją pasją schowałem się w czterech ścianach. Pisałem piosenki po angielsku i po polsku z myślą o nowym projekcie. Przez długi czas postrzegałem siebie jako gitarzystę, jednak dojrzewała we mnie myśl, że tworzone piosenki chciałbym śpiewać sam. Poszedłem na zajęcia wokalne w okolicy 2019 roku. Poczułem, że sprawia mi to radość. To w końcu popchnęło mnie do przybrania pseudonimu artystycznego i wyjścia z ukrycia ze swoją muzyką.
Przez lata pisałeś do szuflady. Co w końcu sprawiło, że postanowiłeś pokazać te piosenki innym?
Zagrałem kilka koncertów domowych dla bliskich znajomych. Czułem, że pisanie piosenek sprawia mi ogromną przyjemność, a możliwość pokazania ich odbiorcom to wielka frajda. Od kilku bliskich osób usłyszałem zachętę, aby z tymi utworami iść dalej. Czułem też, że muzyka to mój środek wyrazu, który pozwala mi przekazać emocje. Pomyślałem, że jeśli te piosenki mają dla mnie dużą wartość to może będą ją miały też dla słuchaczy spoza grona znajomych? Jedyne co mnie blokowało to strach. Chciałem też go pokonać i się odważyć – zderzyć z rzeczywistością, w której potrzebne jest regularne działanie, promowanie się w mediach społecznościowych, ale też otwartość na ocenę.
„Pisanie i nagrywanie piosenek to tylko część muzycznej aktywności. Najwięcej czasu poświęcam na rozwój mediów społecznościowych, dzięki którym docieram do coraz szerszego grona odbiorców.”
Od debiutanckiego „Tu i Teraz” wydałeś już cztery single. Jak pierwsze reakcje słuchaczy wpłynęły na Twoje podejście do kolejnych premier?
Miałem szczęście, że przez wiele miesięcy zapowiadania debiutu zgromadziłem sporo osób w mediach społecznościowych, które czekały na końcową wersję „Tu i Teraz”. Po premierze otrzymałem bardzo wiele entuzjastycznych komentarzy i wiadomości. To było szalenie miłe. Z jednej strony staram się realizować swój plan wydawniczy i tworzyć muzykę taką, którą chcę pokazać światu. Mam rozplanowane od końca 2025 kilkanaście piosenek i ramowe daty ich premier. Z drugiej strony faktycznie to, że są odbiorcy czekający na piosenki, że są oni aktywni w social media, możemy wymienić prywatne wiadomości – wszystko to daje mi poczucie, że utwory rezonują, podobają się, a to jest też taka walidacja, że idę w dobrą stronę.
W Twoich tekstach pojawiają się samotność, rozstania i tęsknota. Jak decydujesz, które własne doświadczenia mogą stać się piosenką, a które wolisz zachować dla siebie?
Proces twórczy jest dla mnie nadal wielką tajemnicą. Po napisaniu piosenki zawsze mam wrażenie, że już nic nowego nie napiszę – nie znajdę dźwięków i słów. Miewam jakieś momenty olśnienia, bodźce w postaci obserwacji czy przeżyć, które mnie czasami pchają do napisania tekstu czy muzyki. Piosenka często zaczyna się od brzdąkania na gitarze. Te same dźwięki jednego dnia mogą przejść bez echa, a innego trafią na podatny grunt. Pisząc nie zastanawiam się nad tym o czym piszę. Zazwyczaj jakiś temat we mnie mieszka i w tym procesie przelewam go na gryf i słowa. Przychodzi fala i jak surfer ją łapię. Wszystkie utwory wydane w 2026 roku powstawały w wyniku takiej weny, podobnie będzie z utworami planowanymi na kolejny rok. Zazwyczaj od momentu rozpoczęcia do skończenia piosenki mija mniej niż godzina. Finalny efekt wymaga już większej pracy nad aranżacją, ale nie zmieniam swoich tekstów i pierwotnej melodii.
W „Zapachu Lata” wspomnienia dawnej miłości wracają w zatłoczonym autobusie. Skąd wzięło się to połączenie? Naprawdę podczas takiej jazdy zacząłeś układać ten tekst?
To przykład jednego z takich nieoczywistych momentów. Wsiadłem do autobusu 122 w lipcowy upał. W środku nie działała klimatyzacja, było z 35 stopni na zewnątrz. Zapach w autobusie nie był przyjemny. Usiadłem i pojawiły mi się w głowie słowa „lipiec, stopni 30, zapach polskiego lata, w autobusie chce się uciec, ale dokąd”. Wyjąłem telefon i w ciągu 25 minut podróży napisałem cały tekst. Po powrocie chwilę eksperymentowałem z efektami gitarowymi i znalazłem dźwięki pasujące do mruczanej linii wokalnej.
Kiedy masz już tekst i pomysł na muzykę, zaczyna się praca nad brzmieniem. Jak wyglądała ona przy „Zapachu Lata” i co do Twojej pierwszej wersji wniósł Jan Biedziak?
Jan wnosi bardzo dużo do piosenek. Słucha demo utworów, które są zarysami dobrych piosenek, ale szybko czuje co warto zrobić – jak ulepszyć strukturę piosenki, w jaki sposób zaaranżować instrumenty, aby odpowiednio budować napięcie, jak wypełnić przestrzeń, aby zabrać słuchacza w interesującą podróż. Nie narzuca swoich pomysłów, a dyskutuje i szukamy kompromisu. Ma niesamowity talent producencki, a sam jest też świetnym multiinstrumentalistą z dużym doświadczeniem scenicznym i miłością do punk rocka i rocka. Wspólny fundament pozwala nam znaleźć porozumienie i czuję, że mamy już swoje brzmienie, które można przyporządkować do piosenek Tchorskiego.
W przypadku „Zapachu Lata” piosenka miała podobną strukturę do „Tu i Teraz”. Wolniejsze zwrotki i dynamiczne refreny. Z myślą o różnorodności debiutanckich kompozycji Jan zaproponował, aby cały utwór był szybki. Powstał pomysł, aby zaczynał się jakby ktoś w trakcie grania nacisnął przycisk nagrywania. Potrzebowałem Janowi zaufać i cieszę się bardzo, że to zrobiłem.
„Po napisaniu piosenki zawsze mam wrażenie, że już nic nowego nie napiszę – nie znajdę dźwięków i słów.”
Gotowy numer usłyszałam przedpremierowo u Piotrka Kwaśniewskiego w „Musisz to znać” w Radiu Kielce. Jak wygląda droga od skończonej piosenki do takiej emisji? Co musisz zrobić sam, żeby ktoś w ogóle trafił na Twoją muzykę?
Pisanie i nagrywanie piosenek to tylko część muzycznej aktywności. Najwięcej czasu poświęcam na rozwój mediów społecznościowych, dzięki którym docieram do coraz szerszego grona odbiorców. Częścią działań promocyjnych jest też pisanie maili do redaktorów, kuratorów i publicystów muzycznych. Staram się wysyłać dość spersonalizowane wiadomości do osób, które interesują się muzyką rockową i sceną niezależną. W ten sposób, od marcowego debiutu, udało mi się dotrzeć do bardzo miłych osób, dzięki którym powstają i publikacje o mojej twórczości czy też pojawiają się emisje w różnych stacjach radiowych.
Kolejnym krokiem ma być EP-ka „To Dobry Moment By Dojrzeć”. Co łączy te piosenki i dlaczego właśnie ten tytuł najlepiej podsumowuje to, co chcesz nimi powiedzieć?
(tytuł możliwe, że będzie „To dobry moment by dojrzeć”. Musimy zdecydować z graficzką co lepiej wygląda)
Żyjemy w czasach dużego niepokoju – zmiany technologiczne, zagrożenie wojnami, zmiany klimatyczne, osamotnienie związane z wirtualizacją naszej rzeczywistości. „To dobry moment by dojrzeć” można interpretować na dwójnasób. Jako apel o większą uważność, na drugiego człowieka, zwierzęta, planetę, własne emocje i osób wokół, ale także jako apel do większej dojrzałości od gatunku ludzkiego – odpowiedzialności za swoje otoczenie i świat, w którym żyjemy.
Wybrane piosenki na tę debiutancką EP-kę poruszają te tematy, jednocześnie pojawia się też w kilku piosenkach tematyka utraconej miłości i relacji, które nie przetrwały próby czasu.
Karolina Filarczyk

