Dwadzieścia lat to dobry moment, żeby wrócić do początku. Zwłaszcza kiedy debiutancka płyta doczekała się jubileuszowego wydania na winylu. Dla duetu Plastic to okazja nie tylko do przypomnienia sobie pierwszych nagrań, ale też do przyjrzenia się drodze, którą przeszli od 2006 roku.
Przez te lata zmieniały się muzyczne trendy, sposób słuchania muzyki i realia funkcjonowania artystów. Plastic nadal pozostają wierni elektronice, choć nigdy nie ograniczali się do jednego brzmienia. Produkują, remiksują, nagrywają i wciąż szukają nowych inspiracji.
O Plastic pisałam już wielokrotnie, a jakiś czas temu udało nam się nawet nagrać rozmowę wideo. Mimo że znamy się od lat, dopiero tegoroczny Great September sprawił, że w końcu spotkaliśmy się twarzą w twarz. I właśnie to spotkanie stało się pretekstem do kolejnego wywiadu. Tym razem porozmawialiśmy o debiucie, twórczych sporach, decyzjach sprzed lat i planach, które nie zawsze układały się po myśli zespołu. Nie zabrakło wspomnień, ale też spojrzenia na młodych artystów, którzy dopiero zaczynają swoją muzyczną drogę.
Co dziś słyszycie na debiutanckiej płycie, czego nie słyszeliście dwadzieścia lat temu?
Plastic: Odkryliśmy, że całkiem nieźle brzmi, dobrze się zestarzała i nadal jest w niej tamta młodzieńcza świeżość. Miło było sobie ją przypomnieć po latach. Musieliśmy jednak dokonać selekcji i przygotować nowy master pod winyl na jubileuszowe wydanie. Okazało się, że właściwie wszystkie piosenki są ważne, że ciężko wskazać które usunąć, lub skrócić, a trzeba było to zrobić, żeby materiał zmieścił się na płycie winylowej, której czas jest ograniczony. Zawsze usuwaliśmy coś, co było czyimś ulubionym utworem i czego było nam i nie tylko nam żal. Już otrzymaliśmy pierwsze sygnały od fanów, że czegoś im na tej płycie brakuje. Niestety tutaj nie było dobrego rozwiązania, dlatego wyrzucone utwory i skrzywdzonych słuchaczy bardzo przepraszamy.
O co najczęściej spieraliście się podczas pracy nad tym albumem?
O wszystko 🙂 ale najczęściej dobrze się bawiliśmy. To było fajne uczucie robić coś swojego. Przedtem występowaliśmy z innymi artystami i równolegle z pracą nad naszym pierwszym albumem produkowaliśmy już piosenki dla innych. To co znalazło się na “Plastic” było tylko nasze i nikt inny w to nie ingerował, więc mogliśmy sobie pozwolić na wszystko co było w naszym zasięgu i spierać się i walczyć tylko ze sobą. Słyszymy tam teraz tylko tę wesołą atmosferę zabawy. Zostały te dobre wspomnienia. A te gorsze to już z okresu po wydaniu i tego już cudownie nie pamiętamy. Taki “niepamięci cud”.
Który utwór z debiutu jest dziś najbliższy temu, co chcecie grać?
Na naszej debiutanckiej płycie jest dość różnorodny zestaw utworów. Całość mieściła się w pojęciu tego co wtedy nazywano muzyką “klubową”, a dziś znaczy coś zupełnie innego. Identyfikujemy się z dość szerokim pojęciem „elektronika”. Jedna cecha łączy nasze wszystkie albumy – są eklektyczne – i na tym pierwszym też jest to widoczne. To ogólna cecha muzyki w XXI wieku i pogłębia się w erze streamingu. Interesują nas różne rzeczy i nadal czegoś szukamy. Może to niezupełnie to, o co pytasz, ale jest na tej debiutanckiej płycie utwór „Szukam” i jego treść jest aktualna. Niestety nie znalazł się na wersji winylowej, bo musieliśmy zmniejszyć ilość utworów – winyl, jak już wspominaliśmy jest mniej pojemny. Od tego utworu muzycznie odeszliśmy nieco, ale tekst określa nasz kierunek. Cała nasza droga to poszukiwania i nadal szukamy „W tym cały sens”.
„Cała nasza droga to poszukiwania i nadal szukamy”
Czy jest coś, co przy okazji wydania winylowego kusiło Was poprawić?
Nie, przynajmniej nie na samej płycie. Nie o to chodzi, żeby poprawiać, ale żeby świętować. To był zapis pewnego momentu na naszej drodze. Poza tym chyba wszystko zrobilibyśmy tak samo. Mimo, że np. ponieśliśmy przykre konsekwencje śpiewania w języku angielskim. Ustawa o języku polskim chroni jedynie utwory w języku polskim i w stacjach radiowych często artysta polski śpiewający w innym języku przegrywa walkę konkurując ze światowymi gwiazdami. Nie powiemy, że nikt nas nie ostrzegał. Rozmawiamy o tym często, ale mieliśmy powody, żeby tak zadecydować. Na naszej pierwszej płycie są też piosenki w języku polskim, ale te utwory nie zostały tak zauważone jak np. „Superstar”, „Gotta Be Good” czy „Nice Girl”. Wyjątkiem w naszej historii potwierdzającym regułę było na 3 albumie „Tak Cię kocham”, a jednak zostało szybko zdetronizowane przez „I Want U”. Wracając do tematu pytania, jest taka rzecz „około płytowa”, którą być może byśmy zmienili. Była kiedyś inna propozycja teledysku do „Oo lala” i ten klip chętnie zobaczylibyśmy dziś, tak z ciekawości, jak przyjęłaby się ta odmienna wizja.
Co z Waszych wyobrażeń o muzycznej karierze z 2006 roku sprawdziło się, a co zupełnie nie?
Ostatnio często dostajemy takie pytanie, co sobie wyobrażaliśmy w 2006 roku, a my nie mieliśmy takiej wizji “kariery” skoro już to słowo padło w pytaniu. Może mieliśmy jakiś plan, ale właściwie po prostu chcieliśmy “to” robić: nagrywać, grać, pisać, remiksować i produkować. Brzmi jak Daft Punk “Technologic” :), ale z tej wizji sporo się sprawdziło. Na liście wyobrażeń możemy odhaczyć kompilacje, festiwale, remiksy – to poszło wg planu. Goście na płytach przerośli nasze wyobrażenia, nadal nie możemy uwierzyć w niektóre nazwiska, które tam się znalazły. A z rzeczy, które poszły inaczej? Wyobrażaliśmy sobie, że będziemy grać więcej klubowych koncertów. Zagraliśmy sporo, ale w pewnym momencie granie w większym kilkuosobowym składzie było trudne do utrzymania. To dużo większe koszty, transport, sprzęt, miejsce (Na pierwszym naszym koncercie w klubie Atelier w Sopocie bębny nie mieściły się na scenie). Dopiero przy ostatniej płycie, która była powrotem do elektroniki zagraliśmy całą klubową trasę tylko we troje i przygotowaliśmy kolejną jej większą część, ale plan ten zepsuła pandemia. Co nie znaczy, że zrezygnowaliśmy z grania w większym składzie, choć potrafimy jeszcze zaszaleć i we dwoje, jak ostatnio supportując OMD.
Po tylu latach wspólnej pracy potraficie się jeszcze muzycznie zaskoczyć?
Nadal potrafimy się solidnie posprzeczać – teraz częściej spieramy się przy produkcjach dla innych artystów, więc może to mniej osobiste, a bardziej kreatywne spory. Jednocześnie mamy też takie porozumienie bez słów i duże doświadczenie w takiej pracy. Chyba nie ma w tym rywalizacji, kto kogo zaskoczy, raczej staramy się współpracować i zaskoczyć artystę. Mamy też taki zwyczaj, że sprawdzamy nieustannie co nowego w muzyce. Regularnie Paweł zaskakuje jakimś odkryciem z YouTube czy z internetowego radia z Australii. Staramy się być na bieżąco i móc zaskoczyć innych nowym odkryciem z sieci.
„Raczej im (młodym artystom) kibicujemy, a nie zazdrościmy”
Na Great September spotyka się wielu artystów na początku drogi. Czego im zazdrościcie, a czego nie?
Raczej im kibicujemy, a nie zazdrościmy. Nasza muzyka jest „pozytywnie zwibrowana” i my też skupiamy się na pozytywnych emocjach i uczuciach. Lubimy oglądać nowości, odkrywać nieznane skarby na scenie, na tym polega przygoda na takich imprezach. W tym roku mogliśmy porównać Great Escape, Great September, Next Fest, Sea You i jeszcze coś jest w planie. Dużo muzyki, nowych twarzy, nowych przyjaciół. Nawet na Openerze fajnie jest się natknąć na coś przypadkiem i nawigować tylko uchem. Idziemy czasem w nieznane, tam, gdzie coś nas woła. Stoimy po obu stronach barykady – jesteśmy też odbiorcami muzyki, nałogowo jeździmy na różne koncerty i trzymamy kciuki za tych na scenie.

