Parastate trafia do „Mojego odkrycia” za sprawą „Mojego Gniewu”, nagranego z Krystianem Muchą. Ten numer mnie rozwalił, choć do refrenu mam kilka uwag.
Zaczęło się od wiadomości z materiałem o zespole. Metalcore, elektronika, trap i tekst po polsku. Brzmiało zachęcająco, a „Mój Gniew” sprawił, że chciałam dowiedzieć się o nich więcej.
Parastate połączyło muzyków związanych wcześniej z zespołami TainT i TeasR. Poznali się podczas wspólnego koncertu w kieleckim (!!) klubie Chicago. Jak opowiadają w materiale prasowym, szybko znaleźli wspólny język i pomysł na ciężkie granie. Mieszkają w różnych częściach południowej Polski, dlatego znaczną część materiału tworzą zdalnie.
W swojej muzyce łączą metalcore z elektroniką, sięgając po EDM, techno, drum’n’bass i trap. Do tego dochodzą polskie teksty. W „Moim Gniewie” piszą o niesprawiedliwości, codziennych frustracjach i obojętności na cudzą krzywdę. O bezsilności, która z czasem przeradza się w bunt.
A ja mam po tym numerze przede wszystkim ochotę powiedzieć: jest ten wpier*ol! Wokal momentami wydaje mi się ciut za delikatny, a refrenowe „na na na” nie do końca mnie przekonuje. Przy takim temacie i energii chciałabym w tych miejscach czegoś mocniejszego. Nie przeszkodziło mi to jednak w tym, żeby ich polubić.
Do tego wokalista przypomina mi młodego Travoltę – serio!! To już zupełnie pozamuzyczna uwaga, ale skoro raz przyszła mi do głowy, pewnie zostanie na dłużej.
Nie wszystko musi mi pasować, żebym chciała pokazać Wam zespół. Parastate przyciągnęło moją uwagę i mam ochotę usłyszeć więcej. Szczegóły można dopracować, a ja chętnie sprawdzę, w którą stronę pójdą dalej.
Posłuchajcie i wyróbcie sobie własne zdanie. Ja ich biorę.

