Przejdź do treści
NOWA MUZYKA • ROZMOWY • FOTORELACJE • KONCERTY • ODKRYCIA • OPINIE

[MOIM ZDANIEM] Patryk Pietrzak – „Kaprysy i Ruminacje”. Między sercem a ciszą

Od premiery minęło już trochę czasu, ale są płyty, do których się wraca – czasem nieświadomie, czasem z potrzeby serca. W moim przypadku impuls był bardzo konkretny – spotkanie z Patrykiem podczas Cavatina Guitar Festival w Bielsku-Białej. Gdzieś między dźwiękami, rozmowami i koncertową atmosferą, znów w mojej głowie wybrzmiały „Kaprysy i Ruminacje”. I nie mogłam tego zignorować.

Bo ten album to coś więcej niż tylko muzyka. To zapis procesu – emocjonalnego, twórczego, terapeutycznego.

Trzy lata po „OK Boomer” Patryk Pietrzak wrócił z materiałem dojrzalszym, bardziej intymnym, a jednocześnie eksperymentalnym. „Kaprysy i Ruminacje” powstały w rodzinnych czterech ścianach, we współpracy z bratem, Aleksandrem Borosiem. Bratem, który – jak mówi sam Patryk – był jego „tajną bronią” i nową energią. Przez dwa lata nagrywali razem metodą homerecordingu, zbierając kilkadziesiąt utworów, z których finalnie powstało jedenaście bardzo osobistych historii.

To album o bliskości – tej, która daje ciepło, ale i tej, która zostawia blizny. O miłości, stracie, rozstaniach, fantazjach, które czasem stają się ucieczką, a czasem ratunkiem. O żałobie po babci, o terapii, o potrzebie poskładania się na nowo, krok po kroku.

„To trochę jak czytanie cudzych pamiętników, z nadzieją na odnalezienie spokoju” – mówi Patryk w jednej z rozmów.

I DOKŁADNIE TAK TO DZIAŁA!

Muzycznie to mikstura gitar, elektroniki, bitów i sampli, z domieszką braterskiego porozumienia, które pozwala wychodzić poza schematy. Singlowe „Więcej”, „Maczugi”, „Chyba” czy „Hieny” są tylko przedsmakiem tego, co kryje się pod powierzchnią całego materiału. Jest miejsce na melancholię, sarkazm i na momenty, w których chce się po prostu zatrzymać świat.

„Kaprysy i Ruminacje” to album, który z jednej strony jest surowy i prosty w formie, a z drugiej – niezwykle bogaty emocjonalnie. Nie da się go słuchać w tle. Trzeba się zatrzymać. Przysiąść z nim przy herbacie. Posłuchać jak opowiada – czasem szeptem, czasem krzykiem.

I tak, nawet jeśli od premiery minęło już kilka miesięcy, wracam do niego z tą samą intensywnością. Bo są płyty, które się nie starzeją. One po prostu dojrzewają razem z nami.

Odkryj więcej z 🎼Karolina Filarczyk Muzykoholicznie 🎶

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej