To już pewne – tegoroczna Męskie Granie Orkiestra to Natalia Przybysz, Ralph Kaminski, Igor Herbut i Błażej Król. Cztery mocne nazwiska, każde z innym bagażem emocjonalnym i scenicznym. W teorii – zestaw marzeń. W praktyce – mam mieszane uczucia.
Singiel „To bardzo ziemskie” właśnie wylądował w sieci. I… nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale emocji jakby mniej niż zwykle. Niby wszystko się zgadza – głosy się przenikają, klimat jest, przekaz też. Ale zamiast dreszczu mam tylko lekkie skinienie głową.
Nie zrozumcie mnie źle – Przybysz to klasa sama w sobie, Kaminski konsekwentnie buduje własny świat, Herbut umie pociągnąć tłum, a Król już raz w Orkiestrze błysnął. Tyle że razem brzmią, jakby dopiero się poznawali. Może jeszcze się rozkręcą?
Teledysk robi wrażenie – mocna wizualna narracja, trochę sci-fi, trochę symboliki. Artyści jako kosmici szukający domu na Ziemi? Okej, daję za to plus. Za reżyserię odpowiada Mac Adamczak, zdjęcia zrobił Michał Dymek („Dziewczyna z igłą”) – i to widać. Estetyka gra tu pierwsze skrzypce.
Czy to będzie najmocniejsza Orkiestra ostatnich lat? Jeszcze nie jestem przekonana. Ale jedno wiem – to skład, który warto zobaczyć na żywo. Może właśnie scena, a nie studio, pokaże pełną moc tej czwórki.
Od lat obserwuję Męskie Granie nie tylko jako słuchaczka, ale jako ktoś, kto żyje tą sceną. Pamiętam emocje przy „Początku”, „I Ciebie też, bardzo” czy nawet „Świcie”, który był jak oddech w pandemicznej duszności. Tegoroczny skład wydaje się być krokiem w stronę bardziej artystycznej, kontemplacyjnej narracji. I to nie jest zarzut – tylko pytanie, czy projekt, który przez lata był muzyczną eksplozją, nie staje się zbyt wygładzony, zbyt bezpieczny. Może to kwestia czasu. Może scena pokaże inny wymiar tej historii. Trzymam kciuki, bo lubię, gdy Orkiestra nie tylko gra – ale i zostawia ślad.

