Po raz pierwszy fotografowałam Łzy w czerwcu w Łasku. Wtedy było na pełnej petardzie. Głośno, energetycznie i rockowo. Tym razem zdecydowanie spokojniej. Kameralny klub, akustyczne aranżacje i zupełnie inna atmosfera.
Przyznam, że byłam ciekawa, jak dobrze znane przeboje zabrzmią w takim wydaniu. Okazuje się, że całkiem nieźle! A właściwie nawet bardzo dobrze.
W Falconie nie zabrakło takich utworów jak „Narcyz się nazywam”, „Aniele mój”, „Oczy szeroko zamknięte”, „Agnieszka” czy „Jestem jaka jestem”. Piosenki, które znamy od lat, w akustycznych aranżacjach nabrały nieco innego charakteru. Było więcej miejsca na wokal, instrumenty i muzyczne szczegóły.
Dla mnie, jako fotografki, to również była odmiana. W Łasku łapałam przede wszystkim koncertową energię. W Warszawie mogłam skupić się na emocjach, gestach i interakcjach między muzykami. Choć klubowe oświetlenie, jak zwykle, miało swoje własne pomysły na współpracę z aparatem. 😉
30 lat działalności to kawał muzycznej historii. Można mieć różny stosunek do twórczości Łez, ale trudno nie znać przynajmniej kilku ich przebojów. A te, jak się okazuje, równie dobrze sprawdzają się w rockowym wydaniu, jak i w bardziej kameralnej odsłonie.

Dwa koncerty w jednym roku, dwa różne oblicza zespołu. I wiecie co? Oba bardzo mi odpowiadają. Nie zamierzam wybierać, który był lepszy.
A Was zapraszam do obejrzenia mojej fotorelacji z jubileuszowego koncertu Łez w warszawskim Falconie. Zdjęcia na zlecenie Strefy Music Art.

























Fot. Karolina Filarczyk / Karolcia Kadruje


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.