Kasię Kokoryn bardzo lubię — za głos, wrażliwość i sposób, w jaki mówi o emocjach bez zbędnego patosu. Pisałam już o jej wcześniejszych piosenkach, więc kiedy pojawia się kolejna, z ciekawością sprawdzam, jak rozwija swoją muzyczną opowieść.
„Może jeszcze się uda” to ballada o zwątpieniu. O chwili, w której zastanawiamy się, czy warto jeszcze próbować, walczyć o relację albo nie rezygnować z czegoś ważnego. Kasia nie podaje nam gotowej odpowiedzi, ale zaprasza do analizy i działania.
Utwór powstał pod koniec pracy nad albumem „Sygnał wysłany do Księżyca”. Początkowo Kasia nie była pewna, czy znajdzie się na płycie, ale z czasem piosenka spodobała się także pozostałym muzykom.
Na początku był tylko głos Kasi i fortepian. Producent Tomek „Harry” Waldowski zaproponował dodanie smyczków, które stworzyła i nagrała Marta Zalewska. Dzięki nim utwór zyskał folkowy charakter i pełniejsze brzmienie, zachowując kameralność.
Ciekawa jest również historia nagrania. Kasia po raz pierwszy wykonała piosenkę w studiu razem z Michałem Roratem. Zagrali spontanicznie, bez wcześniejszych prób. Producent włączył mikrofony i poprosił, żeby zagrali tak, jak czują.
Do piosenki powstał teledysk wyreżyserowany przez Mikołaja Szenfelda. Pojawiają się w nim ujęcia z obrotowej kamery — pomysł narodził się dopiero podczas zdjęć, więc twórcy musieli improwizować, nie mając profesjonalnego sprzętu.
„Może jeszcze się uda” to kolejna zapowiedź albumu „Sygnał wysłany do Księżyca”. Jeśli reszta płyty będzie równie ciekawa, zdecydowanie jest na co czekać.
Kasię lubię, więc uczciwie się do tego przyznaję. Nie ma mowy tu obiektywizmie, bo i po co? „Może jeszcze się uda” broni się sama — ma charakter, ładne smyczki i ciekawą historię powstania. Posłuchajcie!

