Ten koncert miał prostą, czytelną ideę. Połączyć piosenki, które wyrastają z natury, słowa i emocji. Bez ilustracyjnej dosłowności. Raczej przez treść, nastrój i sposób wykonania. Rytm ziemi był tu punktem odniesienia, nie hasłem reklamowym.
14 lutego doWytwórni przyszłam głównie dla Pauliny Przybysz i było bardzo warto. Jej Liść wybrzmiał intymnie, skupiony na tekście i melodii. Z kolei Wielki Ogień – cover Miry Kubasińskiej i zespołu Breakout – był jednym z najmocniejszych momentów wieczoru. Emocjonalny, odważny, bardzo świadomy. To wykonanie nie potrzebowało żadnej oprawy. Ja miałam ciarki!!

Bardzo mile zaskoczyła mnie Ania Karwan. Oj ty rzeko miało ciężar i spokój jednocześnie, a Sosnowy Las – zaprezentowany premierowo – zabrzmiał naturalnie i uczciwie. Utwór po prostu został zagrany i obronił się sam.
W bardziej wyciszonym, uważnym tonie wybrzmiało Jestem rzeką w wykonaniu Natalii Grosiak doskonale otworzyło wieczór i nakreśliło, na czym on będzie polegał. To był moment skupienia, w którym tekst i emocja szły równo. Podobnie Tam słońce, gdzie my oraz Kwiaty ojczyste w wykonaniu Wiktora Dyduły – bez teatralności, za to z naturalnością i prostotą.









Ludowy akcent pojawił się przy W polu lipence wykonanym przez SVAHY. Ten fragment wyraźnie zmienił energię koncertu i przypomniał, skąd bierze się część tych historii. Z kolei Nadmorskie drzewa i O lesie w wykonaniu Dawida Tyszkowskiego domknęły całość spokojniej, bez nadmiaru środków i bez grania na efekt.
Finałem było wspólne wykonanie Obejmij mnie – utworu napisanego specjalnie na ten koncert. Proste rozwiązanie, które dobrze zamknęło całą opowieść. Bez patosu. Bez wielkich gestów.
Muzycznie całość spinał zespół pod kierownictwem Kamila Patera. Duży skład, ale prowadzony z wyczuciem i konsekwencją. Aranżacje trzymały koncert w jednym nurcie, nie przykrywając wykonawców. Koncert poprowadziła Paulina Walendziak z Teatru Nowego w Łodzi, ale czy powinna się tym zajmować na co dzień? Czytanie z kartki i słyszalne potknięcia słowne raziły ucho – mogło być lepiej, w końcu to zawodowa aktorka…
To był koncert oparty na idei i wykonaniach, nie na nazwiskach . Spokojny, przemyślany i uczciwy. Taki, który zostaje w głowie dłużej niż sam wieczór.
Pełna galeria na Karolcia Kadruje i Strefa Music Art.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.