Czasami człowiek musi, bo się udusi. Ja, jak wiecie, nie jestem w stanie się powstrzymać. Zwłaszcza kiedy z prywatnej historii dwojga ludzi robi się medialny cyrk z popcornem, ekspertami od wszystkiego i komentarzami osób, których nikt o zdanie nie pytał.
Michał Wiśniewski potwierdził, że znów jest z Mandaryną. W tle pozostaje jego niesfinalizowany rozwód z Polą Wiśniewską, więc trudno udawać, że jest to słodka historia bez trudniejszych tematów.
Nie zamierzam jednak rozstrzygać, kto zawinił, kto zaczął i kto co wiedział. Od tego są zainteresowani i sąd, nie sekcja komentarzy na Facebooku.
Niesmaczny nie jest sam powrót Mandaryny i Michała. Dwoje dorosłych ludzi postanowiło spróbować jeszcze raz… Niesmaczne robi się wtedy, gdy z ich życia powstaje publiczne pranie brudów, a każdy kolejny nagłówek musi być bardziej dramatyczny od poprzedniego.
Mój najbardziej intensywny czas z Ich Troje przypada właśnie na lata ich związku. Pamiętam ich razem i może dlatego ten powrót wcale mnie nie zaskoczył. Kiedy zaczęli znów pojawiać się wspólnie na scenie, dało się wyczuć chemię bez zatrudniania eksperta od mowy ciała i analizowania kąta nachylenia głowy podczas refrenu.
Niebawem w telewizji ma pojawić się show z najbardziej obgadywaną obecnie parą polskiego show-biznesu. Czy to chwyt marketingowy? Znając Michała Wiśniewskiego, z pewnością również. Ten człowiek raczej nie budzi się rano bez pomysłu, jak zrobić wokół siebie trochę hałasu.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym mimo wszystko trochę nie uwierzyła, że Mandaryna i Michał naprawdę mogą znów stworzyć dobry tandem. Nie tylko przed kamerami i na scenie, ale również poza nimi. Może jestem naiwna. Trudno… jakoś to przeżyję.
Widziałam już restauracje robiące drinki o smaku mandarynkowo-wiśniowym. To akurat mnie bawi. Marketing nie ma uczuć, ale ma refleks godny sprintera. Dopóki zostaje to lekkim żartem, nie widzę problemu. Gorzej, gdy do drinka zaczyna się podawać cudze brudy na zakąskę.
Nie mam pojęcia, czy ten związek przetrwa rok, dziesięć lat czy trzy programy telewizyjne. Oni pewnie też nie mają gotowego scenariusza. Po tylu latach trudno po prostu wrócić do starej historii.
Ja życzę im szczęścia. Przyda się, bo źli ludzie, media i internetowi sędziowie z pewnością nie dadzą im żyć w spokoju. Każdy gest zostanie przeanalizowany, każde słowo wyciągnięte z kontekstu, a każdy uśmiech przedstawiony jako dowód na wielką miłość albo rychły rozpad.
Reszta należy do nich…






