Przejdź do treści
NOWA MUZYKA • ROZMOWY • FOTORELACJE • KONCERTY • ODKRYCIA • OPINIE

[ROZMOWA] waveframe o „Czerwiec mnie oszukał”, niezależności i muzyce bez etykietek

waveframe tworzą Klaudia i Dominik. Duet muzyczny, ale też małżeństwo, co w ich przypadku nie jest tylko ładną ciekawostką do biogramu. W tej rozmowie wyraźnie słychać, że ich projekt wyrósł z codziennej współpracy, rozmów, zaufania i potrzeby robienia rzeczy po swojemu.

Po EP-ce „kiosk_waveframe” wracają z nowym etapem i singlem „Czerwiec mnie oszukał”. To utwór, w którym trap-pop spotyka się z alternatywnym hip-hopem, rytmem flamenco i chóralnymi wokalizami. Brzmi jak zestaw, który na papierze mógłby się wykoleić na pierwszym zakręcie, ale u nich wynika z historii, nie z kalkulacji.

W rozmowie waveframe opowiadają o pracy w duecie, niezależności, komunikacji, kontakcie ze słuchaczami i o tym, dlaczego czasem dobrze, gdy ktoś mówi: „to dziwne”. Zapraszam do lektury!

waveframe tworzycie jako duet, ale każde z Was wnosi do niego własne doświadczenia i wrażliwość. Jak narodził się ten projekt i w którym momencie poczuliście, że ma już własną, rozpoznawalną tożsamość?

Klaudia: Naturalnie. Każde z nas robiło swoją muzykę, zaczęliśmy przy tym współpracować i poszło. Ja pisałam teksty i melodie, ale brakowało mi kogoś, kto postawi pod tym produkcję i pomoże ogarnąć klipy. Dominik był tym kimś. Robota szła nam świetnie, prywatnie też się dogadywaliśmy. Żeby nie ukrywać: teraz jesteśmy małżeństwem. Tak to wyszło.

Dominik: Ze swojej strony zawsze bardziej byłem w tym świecie cyfrowym. YouTube, Spotify, różne platformy. Gdzieś tam na własną rękę. A kiedy zobaczyłem Klaudię na scenie, chociaż nie rozmawialiśmy wtedy o muzyce na co dzień, pomyślałem, że fajnie byłoby coś z tego zrobić. I powoli, powoli powstało to, co teraz mamy.

Od EP-ki „kiosk_waveframe” minęły prawie trzy lata. Co w tym czasie zmieniło się w Waszym podejściu do pisania, brzmienia i samego funkcjonowania jako duet?

Klaudia: Znaleźliśmy w końcu jeden wspólny kierunek. Wcześniej Dominik robił rzeczy bardziej w stronę rapu. On to nazywa „śpieworapem”. Ja bardziej pop. Teraz, jak posłuchacie „Czerwiec mnie oszukał”, to oboje jesteśmy tam po równo. I brzmienie jest inne. Nie mi oceniać, czy lepsze, czy gorsze, ale inne.

Dominik: Śpieworap, tak to nazywam, yes. I to, co widzę wyraźnie: coraz bardziej chcemy robić coś, czego po prostu nie ma na rynku. Bez etykietki. Jeśli ktoś mówi, że to dziwne, tym lepiej! Ale jednocześnie nie robimy tego w próżni. Słuchacz jest dla nas bardzo ważny.

Klaudia: I naprawdę dużo w tym czasie pracowaliśmy nad komunikacją. Między sobą, ale też z ludźmi wokół nas. To jest dla nas klucz.

„Historia dyktuje dźwięk.”

Oboje odpowiadacie za teksty, wokale i muzykę, a Dominik także za produkcję, miks i mastering. Jak wygląda praca nad utworem od pierwszego pomysłu do gotowego nagrania i co robicie, kiedy każde z Was widzi jego dalszy kierunek inaczej?

Dominik: Mamy na to sposób. Dzielimy album na części. Klaudia dyryguje przy swoich kawałkach, ja przy swoich. Ale tak naprawdę i tak gadamy o wszystkim razem. Ostateczna decyzja jest czyjaś, ale droga do niej jest wspólna.

Klaudia: W praktyce ktoś przynosi instrumentalne szkice albo tekst z melodią i od tego wychodzimy. Ale jeszcze wcześniej jest temat. Dużo rozmawiamy o tym, dlaczego chcemy to nagrać, dla kogo, co nas w tym kręci. Jeśli nie mamy wystarczająco mocnej odpowiedzi, skończymy z czymś sztampowym. A jak mamy, wiemy, że to dokończymy.

Dominik: No i komunikacja. To brzmi banalnie, ale naprawdę… im bardziej branżę poznajemy od środka, tym bardziej wiemy, że relacje między ludźmi to fundament. Zrobiliśmy kawałek o tym, że wyjście z trudnych sytuacji jest możliwe, że słuchanie ciała jest ważne i od siebie tego też wymagamy.

W „Czerwiec mnie oszukał” łączycie trap-pop, alternatywny hip-hop, rytm flamenco i chóralne wokalizy. Od którego elementu zaczęło się to nagranie i jak pilnowaliście, żeby tak różne środki nie zaczęły ze sobą walczyć?

Klaudia: Zaczęło się od refrenu. Nagraliśmy go najpierw jako totalnie lo-fi. Prosta perkusja, nic więcej. Potem doszły chóry jako dopełnienie harmonii. Później poczuliśmy, że lo-fi jest za spokojne jak na to, o czym jest ten utwór. Czerwiec, gorący, agresywny w emocjach.

Dominik: Gadaliśmy o tym też z fanami śledzącymi nas na Instagramie i YouTube. Podrzucaliśmy fragmenty, zbieraliśmy reakcje. Temat flamenco pojawił się z dwóch stron jednocześnie: oni chcieli tego więcej i my też mieliśmy to z tyłu głowy od dawna. Utwór miał pewnie z dziesięć wersji, rozbijaliśmy go parokrotnie.

Klaudia: I to jest odpowiedź na pytanie, jak pilnowaliśmy, żeby to nie walczyło. My tego nie kalkulowaliśmy. Nie siadamy i nie mówimy: okej, dajemy flamenco, trap i chór. Odpowiadamy sobie na pytanie: o czym jest ten utwór? Oszustwo? Coś temperamentnego, więc pasuje flamenco. Agresja? Wchodzi trapowy bas. Ulga, wyjście z tego? Chór. Historia dyktuje dźwięk. I trapowy bas, żeby nie było, też po prostu lubimy. Można się go spodziewać w kolejnych kawałkach.

„Nie chcemy, żeby ktoś stał między nami a słuchaczami.”

Klaudia, tekst odnosi się do Twoich doświadczeń z czerwca 2024 roku. Gdzie podczas pisania przebiegała granica między potrzebą szczerego opowiedzenia tej historii a ochroną spraw, które chciałaś zachować dla siebie?

Klaudia: Wszystko jest tak zawoalowane, że osoby, których tekst dotyczy, raczej się nie zorientują. To jest moja granica. Jedyna poszlaka to data. Nie chodzi o piętnowanie nikogo. Chodziło o opowiedzenie historii i przesłania. Inspiracją były zdarzenia z życia. Life is brutal.

W materiałach o singlu pojawiają się określenia „słuchowisko noir” i „filmowy storytelling”. Jak ważna jest dla Was warstwa wizualna i narracyjna? Czy obraz powstaje równolegle z muzyką, czy dopiero wtedy, gdy utwór jest już gotowy?

Dominik: Równolegle. Od razu mamy pierwsze szkice, teasery, pierwsze obrazy. Klaudia pisze też często scenariusze do video, bo chcemy jak najszybciej budować kontakt z fanami i wymieniać się z nimi odczuciami. Nie oddajemy im pola narracji, bo to zabrałoby im całą frajdę, ale chcemy wiedzieć, co do nich dociera, a co jest nieczytelne. Na naszym Instagramie można zobaczyć, jak rzeźbimy w warsztacie krok po kroku. Jak to wszystko ewoluuje.

Działacie niezależnie, więc poza tworzeniem muzyki zajmujecie się także jej produkcją, oprawą i promocją. Która część tej niezależności daje Wam największą swobodę, a która najczęściej odbiera czas i cierpliwość?

Dominik: Decyzję podjęliśmy dawno i się jej trzymamy. I to chyba najpełniej odpowiada na pytanie. Nie chcemy, żeby ktoś stał między nami a słuchaczami. Wiemy, że self-made ma swoje tempo i swoje zasięgi. Ale ta bezpośredniość z ludźmi, relacja bez pośrednika, jest dla nas ważniejsza niż szybkie wystrzały i często równie szybkie spadki.

Klaudia: Nie wykluczamy współpracy z kimś z zewnątrz, ale to muszą być osoby rzetelne, uczciwe, kreatywne i jakoś podobnie nastawione do świata. Takich osób jest po prostu mało. Na razie jesteśmy dwójką i to już jest zespół.

A co odbiera cierpliwość? Dla mnie wstawianie rolek na Instagram czy inne social media. Robienie ich jest spoko, ale sam proces publikacji mniej. Dominik lubi przekopywać się przez techniczne rzeczy, ja wolę kontakt z ludźmi.

Dominik: A mnie irytuje przedzieranie się przez miliony trendów w internecie, kiedy robię tak zwany research, żeby zwyczajnie być na bieżąco. Wolę śledzić konkretnych twórców, którzy robią coś sensownego, ale i tak czasem trzeba przepłynąć przez ocean triggerujących hooków, żeby tam dotrzeć.

„Jeśli ktoś mówi, że to dziwne, tym lepiej!”

Zapowiadacie akustyczną wersję „Czerwiec mnie oszukał” z saksofonem oraz nocny remiks lo-fi. Czy traktujecie ten singiel jako osobną historię, czy otwarcie nowego etapu waveframe? Czego możemy spodziewać się dalej: kolejnych singli, większego wydawnictwa czy koncertów?

Klaudia: „Czerwiec…” to zdecydowanie otwarcie nowej historii. Kolejne single czekają sobie na dysku i wyjdą, jak przyjdzie na nie czas.

Dominik: Każde nasze działanie jest ze sobą połączone. To kolejny puzzel. Ta nowa wersja „Czerwca” nie jest po to, żeby pokazać, co umiemy, tylko żeby wydobyć z tego kawałka jeszcze jedną odsłonę. Bardziej kameralną, bardziej surową, bliżej flamenco. Może coś, co zabrzmi jak koncert w małym, ciepłym pomieszczeniu. I tak, planujemy koncerty w różnych miejscach. Tam też te piosenki będą żyły inaczej.

Klaudia: Plany są płynne, ale kierunek jest jasny. Jesteśmy na początku.

Karolina Filarczyk

Odkryj więcej z 🎼Karolina Filarczyk Muzykoholicznie 🎶

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej