5 maja w Miranda Event Studio w Warszawie odbył się przedpremierowy odsłuch singla „Gdy zniknę” duetu Lina Silva i Norbert Wronka. Kameralnie, uważnie, z wyśmienitym prowadzeniem Tomasza Ochoty i atmosferą, w której można było naprawdę się zasłuchać.
„Gdy zniknę” mówi o samotności. Tej najgorszej, bo przeżywanej wśród ludzi. O stanie, w którym człowiek niby działa normalnie: wstaje, rozmawia, odpisuje, funkcjonuje. A w środku coś powoli gaśnie. Tekst momentami uwiera jak piasek pod paznokciem. Nie dlatego, że przesadza. Raczej dlatego, że trafia zbyt blisko.
Są tu łzy wklepywane w policzek, rozmowy z ciszą, ściany, które widzą więcej niż ludzie. Jest wstyd, zapętlenie w złych myślach i bardzo ludzki strach, że kiedyś można zniknąć naprawdę, a świat nawet nie zauważy przerwy w dostawie człowieka. Przyjemne? Nie. Potrzebne? Chyba właśnie tak.
Muzycznie to delikatny, popowy utwór z ciepłym brzmieniem i skrzypcami, które nie szarpią za rękaw, tylko dyskretnie dokręcają emocje. Lina i Norbert dobrze się tu uzupełniają. Ona wnosi kruchość i lekko przydymioną emocję. On dodaje spokój, który nie brzmi jak obojętność. Razem wypadają naturalnie.
Nie ukrywam, Linę znam od dawna i kibicuję jej od lat. Ta jej aktualna odsłona przemawia do mnie najmocniej. Jest dojrzalsza, bardziej świadoma i szczera. Nie biegnie za efektem. Nie szuka cudzej skóry. To kierunek, w którym naprawdę jej po drodze.
Po odsłuchu zostało we mnie poczucie, że „Gdy zniknę” nie jest numerem do szybkiego odhaczenia w premierowy piątek. To piosenka, która siada obok i przez chwilę milczy. A potem człowiek orientuje się, że melodia chodzi za nim wszędzie…
Z Warszawy oprócz pięknych wrażeń, przywiozłam też kilka zdjęć. Zapraszam do obejrzenia galerii.














Lina, Norbert — kibicuję Wam bardzo!! I życzę, żeby ta piosenka znalazła ludzi, którzy jej potrzebują.








Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.