Michał Wiśniewski znowu zrobił to, co umie od lat. Wrzucił temat do obiegu i patrzy, jak wszystko zaczyna żyć własnym życiem. Najpierw informacja o rozstaniu z piątą żoną, chwilę później utwór o relacji, po której zostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Reszta poszła już sama. Portale złapały temat w locie, a Internet się zagotował – czyli plan nie zawiódł.
Patrzę na to z boku i czuję głównie lekkie zażenowanie i nie samym rozstaniem, bo cudze sprawy prywatne nie interesują mnie ani trochę. Bardziej tym, jak banalnie przewidywalny jest cały ten mechanizm. Wystarczy dobry moment, kilka zdań i premiera piosenki wrzucona wtedy, kiedy wszyscy już patrzą w jednym kierunku.
Można się z tego śmiać, można przewracać oczami, ale jednego Michałowi odmówić się nie da. On świetnie umie w media. Wie, jak działa szum. To doskonały dowód na to, że Wiśniewski od lat bardzo sprawnie porusza się po tym całym medialnym cyrku. Jedni nazwą to wyrachowaniem, inni doświadczeniem, ale trzeba przyznać, że nadal robi to zaskakująco skutecznie.
Dużo bardziej męczy mnie postawa mediów. Bo one po raz kolejny zachowują się tak, jakby właśnie odkryły coś nowego. Jakby nagle się okazało, że artysta potrafi wykorzystać prywatną sytuację do podkręcenia zainteresowania wokół premiery. Naprawdę, wielkie zaskoczenie… Prawie jak śnieg w styczniu.
Nie mam potrzeby udawać zgorszenia. Bardziej patrzę na to jak na kolejną odsłonę starej zasady, że w show-biznesie nie zawsze chodzi o to, żeby mówili dobrze. Często wystarczy, że mówią w ogóle. A Michał Wiśniewski tę zasadę zna chyba lepiej niż cała branża razem wzięta.
Czy to cyniczne? Trochę tak… Czy sprytne? Zdecydowanie! Czy zabawne? Momentami raczej żałosne. Zwłaszcza wtedy, gdy kolejne portale z pełną powagą rozpisują się o sytuacji, która wygląda jak następna partia całkiem zręcznie rozegranej gry z mediami plotkarskimi.
Jeśli chodzi o dam utwór, to moim zdaniem jest całkiem prosty i emocjonalny. Oparty bardziej na czytelnym przekazie niż na czymś naprawdę zaskakującym muzycznie. Nie drażni, ale też nie zostawia mnie z poczuciem, że usłyszałam coś wyjątkowego. To raczej poprawna piosenka o rozstaniu, która działa nastrojem, ale bez wielkiego efektu „wow”.







