27 września doczekaliśmy się premiery pierwszej od prawie dekady nowej piosenki Macieja Miecznikowskiego. Utwór „Któregoś dnia odlecę stąd” otwiera kolejny rozdział w twórczości artysty i zapowiada album, który ukaże się w przyszłym roku.
To utwór, który dojrzewał długo – chowany do szuflady, odkładany na później, aż w końcu odnalazł swój czas. Słychać w nim sporo zadumy, ale też pogodę ducha, czyli to, co najlepiej charakteryzuje samego Miecznikowskiego. I co najważniejsze – mimo całej refleksyjności pięknie buja.
Za gitarę odpowiada Kuba Frydrych, bas – Tomasz Zieliński, klawisze – Grzegorz Stasiuk. Mix i mastering to dzieło Błażeja Domańskiego (Studio 7), a całość wyprodukował Grzegorz Stasiuk (Studio 7 piętro).
Maciej Miecznikowski – wokalista, kompozytor, multiinstrumentalista, a także osobowość sceniczna i telewizyjna – to artysta, którego przedstawiać właściwie nie trzeba. 35 lat na scenie, tysiące koncertów, nagrania solowe i z zespołem Leszcze, role teatralne, operowe i musicalowe – lista jego dokonań jest imponująca. Widzowie pamiętają go zarówno z lekkich, kabaretowych występów, jak i poważniejszych kreacji w operze czy teatrze muzycznym.
Nowa piosenka jest więc czymś więcej niż tylko kolejną premierą – to symboliczny powrót muzyka, który niejedno już w życiu zaśpiewał, ale nadal potrafi zaskoczyć i poruszyć.
Ja już wiem jedno: warto było czekać.







